Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Radioodbiorniki lampowe i wszystko co jest z nimi związane.

Moderatorzy: gsmok, Romekd, tszczesn

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3917
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: Tomek Janiszewski »

O takim lub podobnym radyjku marzyłem jeszcze... we późnych latach 70-tych. W szkolnej cieciówce u woźnego stało poręczne radio na egotycznych u nas rimlockowych lampach, w którym dzięki brakowi tylnej ścianki bez trudu rozpoznałem odbiornik uniwersalny. Ot taki zminiaturyzowany Pionier.
Parę miesięcy temu u krótkofalowca na Wolumenie pojawiły się różne rimlockowe lampy, zarówno z serii E jak i U. Przejrzawszy ofertę stwierdziłem że radia z zasilaniem transformatorowym niedasie na nich złożyć (brakowało lampy prostowniczej AZ41) natomiast z uniwersalnym - tak, i to w kilku wariantach. Zdecydowałem się na konfigurację UCH42, UF41, UBC41, UL41, UY41. Teraz pozostało zdobyć podstawki rimlock, miałem bowiem tylko 1 sztukę. Pan od transformatorów obiecał że poszuka, niestety po kilku tygodniach dał za wygraną. Za to w połowie lipca na jego stoliku pojawił się mocno sfatygowany egzemplarz tytułowego radia. Aluminiowe chassis pokryte warstwą lepkiego brudu, stalowe elementy zaczęła nadgryzać korozja, nie było sznura sieciowego, a membrana głośnika była zdeformowana i poklejona. Mimo to zdecydowałem się wziąć je w ciemno, choćby tylko z uwagi na to że podstawek nie będę już musiał szukać. Głośnik, gdyby okazał się zupełnie do niczego - można przecież podmienić wstawiając jakiś mniejszy i nowszy na płytce redukcyjnej. A przecież kupione wcześniej lampy - to dokładnie te same jakie występowały w radiu, zatem miałbym już zapasowy komplet, a w najgorszym razie lampy na wymianę gdyby okazały się zużyte. Przytachałem sprzęt do domu, znalazłem schemat na https://www.oldradio.pl/karta.php?numer=1576, obmierzyłem co się dało omomierzem... i ZONK. Uzwojenie pierwotne transformatora głośnikowego wykazywało przerwę. Z niemałym trudem odlutowałem wiodące do niego kable, masakrując przy tym ich szmacianą izolację (nie dość że każdy kabelek, każdą końcówkę rezystora lub kondensatora opleciono ściśle wokół oczkowych końcówek lutowniczych to jeszcze użyto jakiegoś trudnotopliwego lutowia; ciekawe co to było: czysta cyna czy może przeciwnie, spoiwo dekarskie zawierające więcej ołowiu niż cyny). A potem z jeszcze większym trudem poodkręcałem mosiężne nakrętki zapieczone na ocynkowanych śrubach, masakrując izolację kolejnych przewodów. :evil: Oględziny transformatora potwierdziły najgorsze obawy: nic się nie oberwało, a mimo to uzwojenie pierwotne nie miało przejścia. Rozebrałem rdzeń, z wielkim wysiłkiem wyciągnąłem blachy z karkasu, spuściłem uzwojenie wtórne - i nic to nie pomogło, wierzchnie wyprowadzenie uzwojenia anodowego było całe. Nie było też oberwane wyprowadzenie wewnętrzne - a mimo to przejścia nie było. Znalazłem się w kropce: oczywiście zero danych, nie to co na naszych TG lub TWOP. Ze schematu można było się zorientować ze lampa UL41 pracuje w pozakatalogowych warunkach, z napięciem ekranu znacznie obniżonym względem napięcia anodowego. Nawijanie od nowa na zastanym karkasie było wykluczone: nie miał on boczków, za to każda warstwa była izolowana od poprzedniej bibułką kondensatorową a całość impregnowana smołą.
Tyle zostało z oryginalnej szpuli transformatora, teraz to już tylko zabytkowy śmieć.
Tyle zostało z oryginalnej szpuli transformatora, teraz to już tylko zabytkowy śmieć.
Próba zaadaptowania któregokolwiek z transformatorów krajowych nie wchodziła w grę: nawet nasze TG2 czy też starsze transformatory od "Figara" względnie "Atuta" były dużo większe. Ten zastosowany w Bushu odpowiadał wymiarami transformatorowi od... Szarotki, czy też współczesnym TS4. Na tę ostatnią okoliczność zwróciłem uwagę. Sprzedawca radia niejako w ramach rekompensaty podarował mi komplet blaszek oraz karkas bez przegrody, niestety najpewniej sporządzony przez jej sfrezowanie, bowiem widniały nierówności pośrodku kolumny karkasu. Okazało się przy tym że wypełnienie okna będzie marne: z 21mm długości kolumny środkowej na uzwojenie pozostało zaledwie 17mm. Najcieńszy drut jaki udało się kupić miał 0,12mm średnicy, gdy tymczasem ten oryginalny - 0,07mm. Mimo to uznałem że jakaś szansa powodzenia jest: grubszy drut miał zostać zrekompensowany brakiem przekładek. Perspektywa nawijania z palca kilku tysięcy zwojów bardzo mnie nie przerażała: miałem w tym wprawę. Ale po nawinięciu 20 warstw struktura uzwojenia była już tak bezładna (głównie za sprawą nierównoległości boczków, noszących ślady formy), że odpuściłem sobie dalsze nawijanie (zakładałem że zmieszczą się 24 warstwy). Uznałem że do pierwszych prób wystarczy. Jednak dokończenie transforatora postanowiłem odłożyć - jak się miało okazać na Świętego Nigdy. Najpierw postanowiłem spróbować wykonać nowy karkas samodzielnie: może uda się to zrobić lepiej? Udało się: najpierw na pręcie aluminiowym 15x15mm skleiłem z papieru drukarskiego Epidianem 5 + Z1 prostokątną rurkę o grubości ścianek niecałe 1mm, potem wyciąłem boczki z cienkiej tektury, zaimpregnowałem je również Epidianem,
Gotowa kolumna karkasu (wykonana z solidnym naddatkiem). Tekturowy boczek już zaimpregnowany, wzmacniające nakładki jeszcze nie.
Gotowa kolumna karkasu (wykonana z solidnym naddatkiem). Tekturowy boczek już zaimpregnowany, wzmacniające nakładki jeszcze nie.
następnie po ścisłym doszlifowaniu pilnikiem wewnętrznych okien nakleiłem na wcześniej przygotowaną kolumnę utrzymując dystans 20mm przy pomocy dwóch odcinków aluminiowej prostokątnej rury 20x15mm.
Jeden boczek (dolny, bez otworów pod wyprowadzenia) już dopasowany...
Jeden boczek (dolny, bez otworów pod wyprowadzenia) już dopasowany...
...i przyklejony, na razie jeszcze bez nakładek.
...i przyklejony, na razie jeszcze bez nakładek.
Klejenie górnego boczka (tu znajdującego się niżej) Aluminiowe wstawki mają zapewnić równolegość boczków. Widoczny na pierwszym planie dolny boczek jest już wzmocniony nakładkami oraz wykonanym celowo nadlewem żywicy, oczywiście tylko od zewnątrz.
Klejenie górnego boczka (tu znajdującego się niżej) Aluminiowe wstawki mają zapewnić równolegość boczków. Widoczny na pierwszym planie dolny boczek jest już wzmocniony nakładkami oraz wykonanym celowo nadlewem żywicy, oczywiście tylko od zewnątrz.
Stary transformator, o wiele za duży dla zminiaturyzowanego radia posłużył jako docisk, za pośrednictwem ceownika aluminiowego.
Stary transformator, o wiele za duży dla zminiaturyzowanego radia posłużył jako docisk, za pośrednictwem ceownika aluminiowego.
Fragmenty boczków znajdujące się na zewnątrz rdzenia pogrubiłem dodatkową warstwą tektury, wreszcie opiłowałem całość tak aby pasowała do oryginalnych blach rdzenia. Teraz pozostało pętać. Nauczony poprzednim doświadczeniem impregnowałem parafiną na gorąco każdą z kolejnych warstw poczynając od pierwszej, i tym razem ułożyło się znacznie lepiej. Dzięki małej grubości karkasu miałem tym razem dużo więcej miejsca: w jednej warstwie mieściło się ok. 145 zwojów a nie 125 jak poprzednio, a po nawinięciu 26 warstw udało się jeszcze zmieścić 4 warstwy uzwojenia wtórnego nawiniętego drutem 0,5mm zamiast 0,45mm jak to było w oryginale.
Żmudne pętanie uzwojenia anodowego już zakończone, i z tego wszystkiego zapomniałem zrobić w porę zdjęcie, zanim zacząłem pętać wtórne. Za przekładkę izolacyjną robi nieepokowa folia poliestrowa, owinięta z zakładką od strony wyprowadzeń uzwojenia wtórnego.
Żmudne pętanie uzwojenia anodowego już zakończone, i z tego wszystkiego zapomniałem zrobić w porę zdjęcie, zanim zacząłem pętać wtórne. Za przekładkę izolacyjną robi nieepokowa folia poliestrowa, owinięta z zakładką od strony wyprowadzeń uzwojenia wtórnego.
Szacunkowa przekładnia wynosiła 1 : 25 z hakiem co przy uwzględnieniu rezystancji drutu w transformatorze (niecałe 500 omów po stronie pierwotnej, prawie 1 om po wtórnej) dało Ra równe niemal 4k, czyli mniej więcej tyle ile wymaga UL41 w katalogowych warunkach pracy przy Ua=Ug2=200V. Złożyłem transformator wkładając między pakiety blach rdzenia przekładkę z papieru drukarskiego. Oryginalnie było tam coś przypominającego taśmę klejącą ("gęsią skórkę"), uznałem jednak że grubsza szczelina nie zaszkodzi, szczególnie w perspektywie doprowadzenia punktu pracy UL41 do wartości katalogowych, do czego skłaniała mniejsza niż w oryginale Ra. Wreszcie zamontowałem gotowy transformator na chassis w radiu,
Naprawiony transformator już na swoim miejscu, poejrzany kartoflak bocznikujący uzwojenie anodowe zastąpiłem kondensatorem KSE011 o tej samej pojemności 10nF na 250V.
Naprawiony transformator już na swoim miejscu, poejrzany kartoflak bocznikujący uzwojenie anodowe zastąpiłem kondensatorem KSE011 o tej samej pojemności 10nF na 250V.
odłączyłem na początek anodę lampy prostowniczej a po stwierdzeniu że obwód żarzenia działa prawidłowo wstawiłem w jej anodę dodatkowy druciak 300 omów, prowizorycznie dołączyłem leżący luzem gramofonowy głośnik 4 omy typu GD13/19/3W... i po ponownym włączeniu zasilania radio ruszyło od pierwszej pyty! Bez anteny, a właściwie z własną anteną ramową pełniącą zarazem rolę obwodu wejściowego. Takim pierwowzorem anteny ferrytowej, choć jeszcze bez ferrytu:
Antena ramowa. Zewnętrzna duża cewka nawinięta jednowarstwowo drutem w emalii - to cewka średniofalowa, wewnętrzna mniejsza cewka nawinięta koszykowo licą - to cewka długofalowa. Obie cewki połaczone są szeregowo na stałe, na zakresie DF wewnętrzna cewka jest zwierana.
Antena ramowa. Zewnętrzna duża cewka nawinięta jednowarstwowo drutem w emalii - to cewka średniofalowa, wewnętrzna mniejsza cewka nawinięta koszykowo licą - to cewka długofalowa. Obie cewki połaczone są szeregowo na stałe, na zakresie DF wewnętrzna cewka jest zwierana.
Uskrzydlony powodzeniem usunąłem ochronny druciak, ale tak jak tego należało się spodziewać - kartoflak sprzęgający anodę triody z siatką lampy końcowej wykazywał upływność, tak że na siatce tej ostatniej występowało ponad 5V. Nie szczypałem się, wstawiłem w jego miejsce niezwodny KSE011 22u 400V. Ale nawet po tej operacji pozostałe napięcia w układzie wyglądały cokolwiek dziwacznie. Tylko anoda UL41 miała do dyspozycji trochę mniej niż katalogowe 170V. Natomiast jej ekran, podobnie jak i anody pozostałych lamp z wyjątkiem UBC41 - już tylko jakieś 64V, ich ekrany zaś... zaledwie 43V. To są napięcia właściwe lampom od Szarotki, nie sieciowego radia! Ale co się dziwić, skoro wszystkie one (oprócz anody lampy końcowej) zasilane były przez filtr RC zawierający wg schematu rezystor 10k, w realu zaś - aż 12k? Woec powyższego zanim jeszcze złożyłem do qpy radio podparłem rezystor w filtrze dołączonym równolegle rezystorem MŁT 10k 2W. Tym razem napięcia stały się bliskie katalogowym warunkom pracy lamp zasilanych z napięcia 100V, jedynie anoda UL41 miała więcej, mianowicie 155V. Mimo wzrostu prądu anodowego transformator głośnikowy nie zamierzał ulec nasyceniu, nie było słychać wzrostu zniekształceń. Także zeszmatławiony oryginalny głośnik, którego kosz utracił blask pod korozyjnymi nalotami nie charczał, cewka nie ocierała. Poprzestałem więc na zaklejeniu kroplami butaprenu niezaklejonych wcześniej dziur, i złożyłem wreszcie całe radio. Tylko sprawa sznura sieciowego pozostała nierozwiązana. Prowizorycznie podlutowałem kabel z wtyczką, ale z tyłu obudowy sterczą mosiężne bolce zagrażające porażeniem. Może uda się użyć... wtyczki od prodiża, ale musiałbym przygotować nową płytkę nośną i rozsunąć bolce. Byle nie okazały się za krótkie.
Chassis uruchomionego radia w całej okazałości. Od lewej: UCH42, UF41, UBC41 (wszystkie w pończochach! ;-), UL41 (nówka z Wolumenu, bo ta w radiu chociaż też działała to była zapaprana na brązowo od środka, niewykluczone że miało to związek z uszkodzonym transformatorem), UY41. Aluminiowe chassis oraz obudowy filtrów udało się odsyfić rozpuszczalnikami organicznymi. Stelaż podpierający skalę pozostać musi zardzewiały, o ile nie uda się go zdemontować. Kondensator zmienny to bym najchętniej wymontował, rozmiękczył brud rozpuszczalnikami i usunął silnym strumieniem wody.
Chassis uruchomionego radia w całej okazałości. Od lewej: UCH42, UF41, UBC41 (wszystkie w pończochach! ;-), UL41 (nówka z Wolumenu, bo ta w radiu chociaż też działała to była zapaprana na brązowo od środka, niewykluczone że miało to związek z uszkodzonym transformatorem), UY41. Aluminiowe chassis oraz obudowy filtrów udało się odsyfić rozpuszczalnikami organicznymi. Stelaż podpierający skalę pozostać musi zardzewiały, o ile nie uda się go zdemontować. Kondensator zmienny to bym najchętniej wymontował, rozmiękczył brud rozpuszczalnikami i usunął silnym strumieniem wody.
Dziś rano słuchałem Sygnałów Dnia już na swoim wskrzeszonym najnowszym nabytku. Ale pozostaje pewne poczucie niedostytu. Mimo że schematowy szkielet nie odbiega od innych odbiorników najniższej klasy (choćby i naszego Pioniera zawierającego tyle samo stopni, za to o jedną bańkę mniej dzięki użyciu lamp kombinowanych), to jednak parę drugorzędnych szczegółów mi się nie podoba. I tak, trioda oscylacyjna UCH42 zasilana jest wspólnie z ekranami UCH42 oraz UF41. Jako że prądy tych siatek zależą od działania ARW, to i punkt pracy oscylatora będzie zmieniał się wraz z siłą sygnału. Być może dasie to przeżyć na falach długich i średnich (zakresu fal krótkich radio nie posiada). Z kolei jako że lampy UBC41 i UF41 mają wspólny rezystor katodowy, to wraz ze wzrostem siły sygnału maleje ujemne napięcie polaryzujące triodę wzmacniacza napięciowego m.cz. Niechybnie dlatego przyjęto znacznie mniejszy od katalogowego prąd tej triody, inaczej przy silnym sygnale odbieranym stałby się zbyt duży i pojawiły się zniekształcenia. Zdążyłem też zauważyć (co było do przewidzenia) że zbocznikowanie rezystora katodowego UL41 elektrolitem poprawia brzmienie radia. Ale wstawienie takiego elementu byłoby już ingerencją w epokę. Nie byłoby natomiast nią (choć oczywiście byłoby ingerencją w oryginalny schemat) doprowadzenie obwodów polaryzacji do standardu wyznaczonego przez Pioniera i jego loktalowych następców. A więc: wszystkie katody bezpośrednio na masę (chassis), i rezystor ogólnego minusa między chassis a sieć, tak jednak aby nie płynął przez niego prąd żarzenia, filtry napięć siatkowych z kondensatorami papierowymi (może nawet z oryginalnie zastosowanymi w odbiorniku kondensatorami katodowymi 50nF które staną się odtąd zbędne w swojej pierwotnej roli). Bezwzględnie natomiast wymaga zgrzebania zabezpieczenie przeciwzwarciowe zasilania, a raczej jego brak. W Pionierze (w każdym razie przy 220V) cały prąd zasilający płynął przez żaróweczki skalowe, włączone między chassis a sieć. Tu również są podobnie włączone żaróweczki (3,5V 0,15A) ale zbocznikowane rezystorem 75 omów. W razie zwarcia w najlepszym razie przepalą się i żarówki, i ten rezystor (a od niego może zwęglić się płytka - łączówka na której jest zamontowany). Podobnie przepalenia się jednej z żarówek rezystor może nie wytrzymać. Trzeba będzie sprawdzić jak zachowają się żarówki na większy prąd (np. 0,2A) pozbawione jednak tego rezystora, tak aby w krytycznej sytuacji przepaliły się tylko one. Te zastosowane obecnie ledwo bżdżą, przy czym ich jasność tylko nieznacznie rośnie po rozgrzaniu się lamp i pojawieniu się prądu anodowego. Niebezpieczeństwa przepalenia się żarówek w chwili załączenia odbiornika, gdy włókna lamp są jeszcze zimne bardzo się nie obawiam, mimo braku termistora. Suma napięć żarzenia wynosi w tym odbiorniku zaledwie 116,6V, podczas gdy w Pionierze - 145V. Stosownie do powyższego rezystor redukcyjny ma 1100 omów (przy ustawieniu na 230V) podczas gdy w Pionierze miał zaledwie 650 omów. Trzeba będzie najpierw sprawdzić, na ile praktyczny brak rozbłysku żarówek w chwili włączenia zasilania (zauważalny w Pionierach; potem jak włókna lamp się rozgrzeją ale katody jeszcze nie zdążą żarówki mocno przygasają a normalną jasność uzyskują po ustaleniu się prądu anodowego) jest zasługą rezystora bocznikującego żarówki.
No i to byłoby na razie na tyle. Mam więcej zdjęć, ale w tym poście już nie przejdą.
Ostatnio zmieniony wt, 3 listopada 2020, 12:55 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 9 razy.

Awatar użytkownika
kubafant
1875...2499 postów
1875...2499 postów
Posty: 2024
Rejestracja: sob, 11 stycznia 2014, 20:11
Lokalizacja: Warszawa

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: kubafant »

Cacko :)

Tomku, co masz na myśli pisząc o nawijaniu z palca? Chyba nie literalnie nawijanie w rękach, trzymając karkas w dłoni? Pamiętam czasy, gdy nie miałem fabrycznej nawijarki, tylko prostą nawijarkę zrobioną z ruskiej wiertarki, oczywiście bez żadnego prowadzenia drutu. Nawinięcie transformatora na takim sprzęcie to była całodniowa katorga, po której bolały oczy, ręce, plecy i wszystko. Oczywiście mowa o prawdziwym nawijaniu, zwój przy zwoju, bo masowo to w kwadrans można nawinąć.
Nie wyobrażam sobie nawijania kilku tysięcy zwojów drutem 0,12 w ręku!

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3917
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: Tomek Janiszewski »

kubafant pisze:
pn, 2 listopada 2020, 22:06
Cacko :)

Tomku, co masz na myśli pisząc o nawijaniu z palca? Chyba nie literalnie nawijanie w rękach, trzymając karkas w dłoni? Pamiętam czasy, gdy nie miałem fabrycznej nawijarki, tylko prostą nawijarkę zrobioną z ruskiej wiertarki, oczywiście bez żadnego prowadzenia drutu. Nawinięcie transformatora na takim sprzęcie to była całodniowa katorga, po której bolały oczy, ręce, plecy i wszystko. Oczywiście mowa o prawdziwym nawijaniu, zwój przy zwoju, bo masowo to w kwadrans można nawinąć.
Nie wyobrażam sobie nawijania kilku tysięcy zwojów drutem 0,12 w ręku!
Ależ właśnie dokładnie to mam na myśli. Co prawda nie trzymałem karkasu w ręku, lecz za pośrednictwem aluminiowego szablonu, na którym wczesniej kleiłem karkas. Widać go zresztą na drugiej fotce. Przyznam się zresztą że zupełnie bez skazy to nawijanie nie wyszło, w pobliżu boczków trafiały się luźniejsze a nawet pokrzyżowane zwoje. Ale po wyprasowaniu zaimpregnowanych wcześniej nawiniętych warstw przy pomocy rozgrzanego śrubokręta kolejne warstwy potrafiły wyjść lepiej niż leżące niżej. I tak udało się nienajgorzej utrzymać reżim nawijania, aż do ostatniej, 26 warstwy.
I do czego to doszło: wpędziłem się w pętanie banalnego transformatora SE (co zajęło mi okrągły tydzień), i jestem jeszcze tak z tego dumy że działa... Czy to już pierwsze symptomy audiofilityzmu? :oops:

Awatar użytkownika
kubafant
1875...2499 postów
1875...2499 postów
Posty: 2024
Rejestracja: sob, 11 stycznia 2014, 20:11
Lokalizacja: Warszawa

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: kubafant »

W takim razie jestem pełen podziwu. Dla mnie - i to mimo mojej starannej natury - po prostu by się nie chciało :)

Mam jeszcze pytanie o tę impregnację parafiną. Piszesz, że używałeś do tego gorącego śrubokręta. W jaki sposób nasycałeś uzwojenie parafiną? Chodzi mi konkretnie o to, jak zapobiegałeś nadmiernemu gromadzeniu się parafiny, która zabiera miejsce i potem reszta uzwojenia może się nie zmieścić. Pytam, bo sam kiedyś próbowałem tak nasycać uzwojenia, ale szybko temat zarzuciłem, bo taka izolacja zabierała zbyt dużo miejsca.
Używałem co prawda nie nagrzanego śrubokręta, ale... lutownicy, najtańszej lutownicy oporowej za 6 zł, oczywiście z nigdy nie używanym i niepobielonym grotem, podłączonej do sieci przez żarówkę niedużej mocy.

Pozdrawiam!

PS. Jest szansa na radyjko w całej okazałości (z obudową)?

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3917
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: Tomek Janiszewski »

kubafant pisze:
wt, 3 listopada 2020, 06:49
W takim razie jestem pełen podziwu. Dla mnie - i to mimo mojej starannej natury - po prostu by się nie chciało :)
NIe chciało to by się mi pętać transformatora dla wzmacniacza SE na dwóch EL84 w połączeniu równoległym :P :wink: W wypadku tego zabytkowego radia pętanie jest rzeczą konieczną :idea:
Mam jeszcze pytanie o tę impregnację parafiną. Piszesz, że używałeś do tego gorącego śrubokręta.
Ogrzanego nad gazem. Używałem go przede wszystkim do wyrównania powierzchni zwojów w pobliżu boczków, gdzie mają tendencję do rozłażenia się. Do przesycania całości używałem też suszarki do włosów.
W jaki sposób nasycałeś uzwojenie parafiną? Chodzi mi konkretnie o to, jak zapobiegałeś nadmiernemu gromadzeniu się parafiny, która zabiera miejsce i potem reszta uzwojenia może się nie zmieścić.
Przecież to proste. Duży nadmiar parafiny, zbierający się w postaci kropli można obetrzeć choćby palcem. Jak się chce usunąć dokładniej (zwłaszcza z sąsiedztwa boczków) można posłużyć się wacikiem lub małym strzępkiem papieru toaletowego.
Używałem co prawda nie nagrzanego śrubokręta, ale... lutownicy, najtańszej lutownicy oporowej za 6 zł, oczywiście z nigdy nie używanym i niepobielonym grotem, podłączonej do sieci przez żarówkę niedużej mocy.
Też można, ale wskazane byłoby wygładzić grot, aby nie bylo zadziorów mogących zadrapać izolację. Także używany przeze mnie śrubokręt był już mocno wypracowany, dlatego nie miał ostrych krawędzi.
PS. Jest szansa na radyjko w całej okazałości (z obudową)?
Oczywiście. Ale nie wybiegajmy przed orkiestrę :wink:

Awatar użytkownika
AZ12
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 4623
Rejestracja: ndz, 6 kwietnia 2008, 15:41
Lokalizacja: 83-130 Pelplin

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: AZ12 »

Witam

Zmniejszenie mocy lutownicy można uzyskać za pomocą szeregowo włączonego kondensatora z dieelektrykiem stałym lub statecznika indukcyjnego. Oczywiście sposób ten nadaje się tylko dla grzałek, które nie są zasilane przez szeregową diodę prostowniczą.

Co do karkasu to można było zastosować gotowy od transformatora sieciowego z przegródką, co pozwoliłoby na bezpieczne używanie głośnika zewnętrznego (wytrzymałość izolacji 4kV 50Hz). W takim przypadku ujemne sprzężenie zwrotne jeśli jest trzeba by pobrać z oddzielnego uzwojenia, tak jest zrobione w OTV Libra.
Ratujmy stare tranzystory!

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3917
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: Tomek Janiszewski »

Można było i z przegródką, ale wówczas miejsca na uzwojenie anodowe byłoby dramatycznie mniej. Bo i przegródka zabrałaby kolejny cenny milimetr, i blisko połowa przestrzeni karkasu przypadłaby na uzwojenie wtórne, które aż tyle miejsca nie potrzebuje. Bowiem uzwojenie anodowe jest dodatkowo obciążone prądem spoczynkowym lampy końcowej, i tam większy niż by to wynikało z przekładni przekrój jest wysoce pożądany. Kto wie, może przebicie sprzęgającego kartoflaka przeciążyło lampę głośnikową powodując zapapranie bańki od środka, a następnie upalił się beznadziejnie cienki drut uzwojenia pierwotnego? Nie mówiąc już o tym że wykonanie nowego karkasu pozwoliło zachować więcej oryginalności w radiu. Bowiem blaszki od TS4 są minimalnie mniejsze od oryginalnych (miara metryczna vs. calowa?) i oryginalne blaszki nie mieszczą się w karkasie od TS4, więc nie można byłoby ich zachować. Głośnik zewnętrzny do radia klasy Pioniera byłby typowym kwiatkiem do kożucha. :oops: , zaś do radia nie wymagającego zewnętrznej anteny, ba! Pozbawionego w ogóle gniazd antena-ziemia byłby wręcz zawalidrogą. Cała wygoda użytkowania tego sprzętu miała polegać na braku konieczności dołączania czegokolwiek, poza siecią. Klasycznego USZ (z uzwojenia wtórnego) to radio nie miało i raczej mieć nie będzie, podobnie zresztą jak Pionier czy Szarotka. Conajwyżej sprawdzę na ile celowe okaże się usunięcie pasożytniczego USZ na oporniku katodowym UL41, które zwiększa jej opór wewnętrzny. Z punktu zaś widzenia bezpieczeństwa wskazane byłoby sprawdzić czy metalowa siatka osłaniająca głośnik od czoła ma kontakt z jego koszem, i w razie gdyby okazało się że tak - dodatkowo go odizolować. Bowiem w razie przebicia między uzwojeniem pierwotnym a wtórnym TG oraz otarcia się cewki glośnika o magnes napięcie sieci które mogłoby znajdować się na chassis pojawiłoby się na łatwo dostępnej siatce. Dziś takie urządzenie nie byłoby dopuszczone do sprzedaży.

Awatar użytkownika
AZ12
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 4623
Rejestracja: ndz, 6 kwietnia 2008, 15:41
Lokalizacja: 83-130 Pelplin

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: AZ12 »

Witam ponownie
Tomek Janiszewski pisze:
wt, 3 listopada 2020, 08:36
Kto wie, może przebicie sprzęgającego kartoflaka przeciążyło lampę głośnikową powodując zapapranie bańki od środka, a następnie upalił się beznadziejnie cienki drut uzwojenia pierwotnego?
Generalnie przy dobrze zaprojektowanym stopniu końcowym w przypadku przeciążenia najpierw powinno dojść do przepalenia się rezystora katodowego i rezystora siatki drugiej. Być może elementy były przewymiarowane tak jak we współczesnych wzmacniaczach na EL84.
Tomek Janiszewski pisze:
wt, 3 listopada 2020, 08:36
Głośnik zewnętrzny do radia klasy Pioniera byłby typowym kwiatkiem do kożucha. :oops: , zaś do radia nie wymagającego zewnętrznej anteny, ba! Pozbawionego w ogóle gniazd antena-ziemia byłby wręcz zawalidrogą. Cała wygoda użytkowania tego sprzętu miała polegać na braku konieczności dołączania czegokolwiek, poza siecią. Klasycznego USZ (z uzwojenia wtórnego) to radio nie miało i raczej mieć nie będzie, podobnie zresztą jak Pionier czy Szarotka. Co najwyżej sprawdzę na ile celowe okaże się usunięcie pasożytniczego USZ na oporniku katodowym UL41, które zwiększa jej opór wewnętrzny.
Pionier i Szarotka były odbiornikami niskiej klasy dlatego nie miały wyjścia na głośnik zewnętrznych. Miał je za to odbiornik Mazur będący rozwinięciem tego pierwszego.
Tomek Janiszewski pisze:
wt, 3 listopada 2020, 08:36
Z punktu zaś widzenia bezpieczeństwa wskazane byłoby sprawdzić czy metalowa siatka osłaniająca głośnik od czoła ma kontakt z jego koszem, i w razie gdyby okazało się że tak - dodatkowo go odizolować. Bowiem w razie przebicia między uzwojeniem pierwotnym a wtórnym TG oraz otarcia się cewki głośnika o magnes napięcie sieci które mogłoby znajdować się na chassis pojawiłoby się na łatwo dostępnej siatce. Dziś takie urządzenie nie byłoby dopuszczone do sprzedaży.
Szczelina magnetyczna w głośniku w którym znajduje się cewka ma szerokość 1mm lub nawet mniejszą, tu wystarczyłoby napięcie rzędu pojedynczych kilowoltów aby uległa przebiciu.
Ratujmy stare tranzystory!

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3917
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: Tomek Janiszewski »

AZ12 pisze:
wt, 3 listopada 2020, 09:06
Generalnie przy dobrze zaprojektowanym stopniu końcowym w przypadku przeciążenia najpierw powinno dojść do przepalenia się rezystora katodowego i rezystora siatki drugiej. Być może elementy były przewymiarowane tak jak we współczesnych wzmacniaczach na EL84.
Tam był przede wszystkim niedowymiarowany transformator głośnikowy. Lampa UL41 przy zasilaniu 170V mogłaby dostarczyć ponad 4W mocy wyjściowej (bo to w istocie rimlockowy pierwowzór EL/PL82), choć głośnik zapewne by tego nie przeżył. Stąd niechybnie obniżone napięcie ekranu względem katalogowego, bowiem o istnieniu słabszej lampy UL42 (odpowiadającej EL42 lub EL95) nic mi nie wiadomo.
Pionier i Szarotka były odbiornikami niskiej klasy dlatego nie miały wyjścia na głośnik zewnętrznych. Miał je za to odbiornik Mazur będący rozwinięciem tego pierwszego.
A to radio różni się od Pioniera przede wszystkim lampami, natomiast podobnie jak on a w przeciwieństwie do Mazura jest odbiornikiem o zasilaniu uniwersalnym i dlatego nie ma wyjścia głośnikowego, podobnie jak nie ma wejścia gramofonowego.
Szczelina magnetyczna w głośniku w którym znajduje się cewka ma szerokość 1mm lub nawet mniejszą, tu wystarczyłoby napięcie rzędu pojedynczych kilowoltów aby uległa przebiciu.
A nie wziąłeś pod uwagę takiej możliwości że zawieszenie ulegnie zdeformowaniu i cewka zacznie ocierać o magnetowód tracąc izolację? Głośnika jeszcze nie pokazywałem, ale wygląda on naprawdę fatalnie i aż dziw bierze że na ucho gra bez zastrzeżeń.

Awatar użytkownika
spiga
250...374 postów
250...374 postów
Posty: 336
Rejestracja: pt, 23 lutego 2007, 00:51
Lokalizacja: Gliwice

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: spiga »

Gdybyś potrzebował serwisówki - zerknij na stronę https://www.radio-workshop.co.uk i w załączeniu.
dac90a.pdf
(1,51 MiB) Pobrany 14 razy
Spiga

Awatar użytkownika
AZ12
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 4623
Rejestracja: ndz, 6 kwietnia 2008, 15:41
Lokalizacja: 83-130 Pelplin

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: AZ12 »

Witam ponownie
Tomek Janiszewski pisze:
wt, 3 listopada 2020, 09:32
Tam był przede wszystkim niedowymiarowany transformator głośnikowy.
W Wielkiej Brytanii mimo rozwiniętego hutnictwa stal była droższa niż w innych europejskich krajach stąd tak mały rdzeń.
Tomek Janiszewski pisze:
wt, 3 listopada 2020, 09:32
Lampa UL41 przy zasilaniu 170V mogłaby dostarczyć ponad 4W mocy wyjściowej (bo to w istocie rimlockowy pierwowzór EL/PL82), choć głośnik zapewne by tego nie przeżył. Stąd niechybnie obniżone napięcie ekranu względem katalogowego, bowiem o istnieniu słabszej lampy UL42 (odpowiadającej EL42 lub EL95) nic mi nie wiadomo.
Lampy rimlockowe zostały wprowadzone pod koniec lat 40 na krótko przed nowalowymi. Miały mniejszą bankę co miało duże znaczenie w zniszczonej wojną Europie (do produkcji zużywano mniej szkła). Odpowiednia lampa UCL82 została wprowadzona dopiero w połowie lat 50. W dodatku niewielki głośnik miał małą cewkę i związany z tym mały magnes, tak było w wielu odbiornikach z zasilaniem uniwersalnym.
Ratujmy stare tranzystory!

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3917
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: Tomek Janiszewski »

spiga pisze:
wt, 3 listopada 2020, 13:37
Gdybyś potrzebował serwisówki - zerknij na stronę https://www.radio-workshop.co.uk i w załączeniu.
Dzięki. I już wiadomo że naprawiony transformator znacznie odbiega od oryginału, głównie ze względu na przekładnię. Aby jednak zbliżyć się do 40:1 - musiałbym użyć cieńszego drutu w uzwojeniu pierwotnym, albo zmniejszyć liczbę warstw uzwojenia wtórnego do 3 (co przy okazji pozwoliłoby dowinąć dodatkowe 2 a może 4 warstwy pierwotnego, przy niezmienionej średnicy drutu). Wolę jednak unikać nieparzystej liczby warstw, jeżeli wyprowadzenia mają być po tej samej stronie karkasu (tak jak w omawianym przypadku) aby nie ciągnąć luźnego drutu po wierzchu uzwojenia. Skoro zatem działa, to może niech przynajmniej na razie zostanie jak jest, a tymczasem spróbuję pomanewrować napięciami i prądami w układzie. Nie zaszkodzi podciągnięcie napięcia anodowego lamp napięciowych do 100V a nawet więcej (co przełoży się na zwiększenie czułości) a że wzrośnie przy tym prąd anodowy lampy końcowej i spadnie jej napięcie anodowe (wskutek obecności rezystora o znacznej wartości 250R w anodzie lampy prostowniczej) - bym się tym nie przejmował, jedna i druga i tak będzie pracowała na ułamku swoich możliwości. A że to dodatkowe grzebanie, na co zwracać ma uwagę tytuł wątku - cóż, czas i złe warunki przechowywania i tak zdążyły już nagrzebać w tym radiu. Po jednym dniu a właściwie poranku słuchania zaczęły się dziać rzeczy niepokojące, i bez grzebania należałoby się spodziewać rychłej ponownej awarii. Pokażę zresztą na nowych zdjęciach pod wieczór.

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3917
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: Tomek Janiszewski »

AZ12 pisze:
wt, 3 listopada 2020, 14:01
W Wielkiej Brytanii mimo rozwiniętego hutnictwa stal była droższa niż w innych europejskich krajach stąd tak mały rdzeń.
Aż tak daleko bym się nie doszukiwał. Mało jest w obudowie miejsca, i tyle. W Pionierze było zresztą niewiele więcej, i rozwiązano problem montując TG na koszu głośnika.
Lampy rimlockowe zostały wprowadzone pod koniec lat 40 na krótko przed nowalowymi. Miały mniejszą bankę
Względem których? Bocznostykowych, oktalowych, loktalowych? Bo od nowalowych różnią się pod tym względem tylko nieznacznie. Po prostu, postęp technologiczny (głównie w dziedzinie materiałów) pozwolił na pracę w podwyższonej temperaturze i stała się możliwa miniaturyzacja. Porównaj tylko UL41 z taką AL4 o identycznej mocy admisyjnej 9W.
co miało duże znaczenie w zniszczonej wojną Europie (do produkcji zużywano mniej szkła).
No faktycznie, zapotrzebowanie na szkło determinowało koszty produkcji lamp, tak jak i koszty stali na rdzenie transformatorów - koszty produkcji radioodbiorników :lol: Względów ekonomicznych doszukiwałbym się przede wszystkim w uproszczeniu procesu produkcyjnego, odpadło bowiem wytwarzanie bakelitowych cokołów, wklejanie baniek, lutowanie drucianych wyprowadzeń do styków. Także i w produkcji jednej tylko serii rimlockowej dał się zauważyć postęp technologiczny, bowiem wczesne wykonania były wciskane w metalowy kapsel z kluczem (analogicznie jak loctale, z tym że klucz znajdował się na bocznej powierzchni kapsla zamiast pod nim), potem nauczono się wydmuchiwać bańkę ze szklanym kluczem co pozwoliło wyeliminować kapsle, wreszcie spawać bańkę do żaroodpornego talerzyka (gdzie problemy nastręczała obecność wtapianych w szkło pinów które musiały mieć odpowiedni współczynnik rozszerzalności aby nie rozsadzały szklanych przepustów) i dzięki temu wyeliminowano klejenie masą ceramiczną(?), jak to widać na tym oto egzemplarzu UCH42 (zdjęcie pochodzi z
https://www.reichelt.com/pl/pl/elektron ... GE=pl&&r=1 )
UCH42.jpg
UCH42.jpg (25,9 KiB) Przejrzano 424 razy
Również i lampy napięciowe w moim radiu (UCH21, UF41, UBC41) są wykonane w taki sposób, podczas gdy UL41 i UY41 mają gładkie połączenie talerzyka z bańką, jak heptale i novale.
Odpowiednia lampa UCL82 została wprowadzona dopiero w połowie lat 50.
Przede wszystkim to UCL82 wymagała cokołu novalowego. Istniała wprawdzie rimlockowa lampa ECL113, ale musiała mieć wspólną katodę dla obu systemów. Również i trioda - heptoda przełożona do novalu stała się bardziej uniwersalna, dzięki możliwości rozłączenia siatki trzeciej heptody i siatki triody.
W dodatku niewielki głośnik miał małą cewkę i związany z tym mały magnes, tak było w wielu odbiornikach z zasilaniem uniwersalnym.
Zbliżony wymiarowo był 3W okrągły głośnik od "Rubina" a jego magnes prawie nie wystawał z kosza, choć znajdował się na zewnątrz stożka membrany. I w tym przypadku zwiększenie mocy stało się możliwe dzięki użyciu lepszych materiałów niż były dostępne w czasach użytego w radiu Celestiona.

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3917
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: Tomek Janiszewski »

No i pora na kolejną partię obiecanych zdjęć. Na początek zdjęcia radia od czoła: normalne i nocne.
Skala w nienajgorszym stanie, najbardziej ucierpiał napis Bush pośrodku u dołu.
Skala w nienajgorszym stanie, najbardziej ucierpiał napis Bush pośrodku u dołu.
Tylko w ciemnościach widać że skala jest podświetlana.
Tylko w ciemnościach widać że skala jest podświetlana.
I dwa zdjęcia od tyłu, bez tylnej ścianki
To chyba pierwsza przyjemna niespodzianka: prodiżowa wtyczka nabyta wczoraj w "Alladynie" przy Targowej w Warszawie pasuje do radia bez jakichkolwiek przeróbek gniazda na tylnej ściance! Niespodzianka, bo jeszcze w lipcu, zaraz po zakupie radia mieli w tym samym sklepie wtyczki o nieco większym rozstawie (20mm zamiast 17mm) które do radia nie pasowały. Czyżby obowiązywały dwa standardy? Teraz pozostaje tylko minimalnie powiększyć otwór w tylnej ściance z dykty, po porcelanka na razie się nie mieści.
To chyba pierwsza przyjemna niespodzianka: prodiżowa wtyczka nabyta wczoraj w "Alladynie" przy Targowej w Warszawie pasuje do radia bez jakichkolwiek przeróbek gniazda na tylnej ściance! Niespodzianka, bo jeszcze w lipcu, zaraz po zakupie radia mieli w tym samym sklepie wtyczki o nieco większym rozstawie (20mm zamiast 17mm) które do radia nie pasowały. Czyżby obowiązywały dwa standardy? Teraz pozostaje tylko minimalnie powiększyć otwór w tylnej ściance z dykty, po porcelanka na razie się nie mieści.
Rimlockowe lampy świecą bardzo słabo w porównaniu choćby z loktalami w "Pionierze" W świetle dziennym żarzenia prawie nie widać.
Rimlockowe lampy świecą bardzo słabo w porównaniu choćby z loktalami w "Pionierze" W świetle dziennym żarzenia prawie nie widać.
I jeszcze widok chassis od strony zasilacza.
Za rzędem ciasno zgrupowanych lamp UBC41 (od strony filtra), UL41 i UY41 - płytkowa łączówka z rezystorami. Od lewej - rezystor R18 (bocznikujący żarówki) R16 (w anodzie UY41), R15 zbocznikowany dołożonym rezystorem MŁT 2W, wreszcie trzysekcyjny R17 (gruby cemenciak po przeciwnej stronie od płytki). Prymitywny przełącznik zasilania (rządek śrub na prawej krawędzi płytki) ustawiony w położeniu środkowym (230V), pozostałe pozycje to 210V oraz 250V.
Za rzędem ciasno zgrupowanych lamp UBC41 (od strony filtra), UL41 i UY41 - płytkowa łączówka z rezystorami. Od lewej - rezystor R18 (bocznikujący żarówki) R16 (w anodzie UY41), R15 zbocznikowany dołożonym rezystorem MŁT 2W, wreszcie trzysekcyjny R17 (gruby cemenciak po przeciwnej stronie od płytki). Prymitywny przełącznik zasilania (rządek śrub na prawej krawędzi płytki) ustawiony w położeniu środkowym (230V), pozostałe pozycje to 210V oraz 250V.
Chassis od spodu
I tu większość elementów RC znajduje się na płytkowej łączówce. Najbardziej po prawej - nieepokowy KSE011 w roli C18. Niebawem ten sam los spotka kartoflaka C10 (trzeci od lewej) ponieważ mimo krótkotrwałej pracy przy napięciu znacznie poniżej 100V zdążył wypuścić z siebie oleistą ciecz. O dziwo, elektrolit filtru zasilacza (koło lewego dolnego rogu płytki) cieszy się znakomitą kondycją. W prawym górnym rogu chassis - cewka heterodyny, dwie białe kostki na prawo od niej - to podwójne trymery. Pewnie przyjdzie mi je wymontować i oczyścić, bo ich osie też skorodowały i chodzą bardzo ciężko.
I tu większość elementów RC znajduje się na płytkowej łączówce. Najbardziej po prawej - nieepokowy KSE011 w roli C18. Niebawem ten sam los spotka kartoflaka C10 (trzeci od lewej) ponieważ mimo krótkotrwałej pracy przy napięciu znacznie poniżej 100V zdążył wypuścić z siebie oleistą ciecz. O dziwo, elektrolit filtru zasilacza (koło lewego dolnego rogu płytki) cieszy się znakomitą kondycją. W prawym górnym rogu chassis - cewka heterodyny, dwie białe kostki na prawo od niej - to podwójne trymery. Pewnie przyjdzie mi je wymontować i oczyścić, bo ich osie też skorodowały i chodzą bardzo ciężko.
Ale to już jest groźne. Dobrze że jak na razie skończyło się na takim ostrzeżeniu.
Także C22, zdradziecko schowany za transformatorem rzygnął roztopionym woskiem, że aż opryskał szpulę z uzwojeniami. Ten kondensator bocznikuje sieć energetyczną, a poprzedzony jest jedynie wyłącznikiem,  żarówkami i bocznikującym je R18. Dobrze że nie wybuchł żywym ogniem gdy słuchając porannej audycji szykowałem się do pracy. Musi być bezwzględnie usunięty i zastąpiony przez KSE011 100nF, najlepiej na 630 a nawet 1000V. Na bezpieczeństwie oszczędzać nie należy. Zatem cążki i lutownica w garść!
Także C22, zdradziecko schowany za transformatorem rzygnął roztopionym woskiem, że aż opryskał szpulę z uzwojeniami. Ten kondensator bocznikuje sieć energetyczną, a poprzedzony jest jedynie wyłącznikiem, żarówkami i bocznikującym je R18. Dobrze że nie wybuchł żywym ogniem gdy słuchając porannej audycji szykowałem się do pracy. Musi być bezwzględnie usunięty i zastąpiony przez KSE011 100nF, najlepiej na 630 a nawet 1000V. Na bezpieczeństwie oszczędzać nie należy. Zatem cążki i lutownica w garść!
Dziękuję za uwagę. Zaraz biorę się za grzebanie, bo dziś rano uznałem że nie godzi się ponownie właczać radia w stanie zagrażającym pożarem, i zamiast Busha odpaliłem tym razem własnoręcznie złożoną Szarotkę.

Awatar użytkownika
kubafant
1875...2499 postów
1875...2499 postów
Posty: 2024
Rejestracja: sob, 11 stycznia 2014, 20:11
Lokalizacja: Warszawa

Re: Bush DAC90A. Grzebać czy nie grzebać - oto jest pytanie.

Post autor: kubafant »

Tomku, czyli zostawiasz część kartoflaków na swoim miejscu? Nie boisz się o ewentualne atrakcje?

Piękne to radyjko. Gratuluję nabytku. Z ciekawości, drogo za nie zapłaciłeś? Czy to na stoisku "u pana z trafami" (widywałem u niego stare odbiorniki), czy może gdzieś indziej? "Krótkofalowiec" za bardzo nic mi nie mówi.

Tekstolit wcale tak źle się nie obrabia - powiedziałbym, że nawet przyjemnie. W moim przypadku największym problemem było zachowanie geometrii (kątów prostych i równoległości), nie miałem do tego żadnych pomocy, poza stolarską węgielnicą, ale co to za miara...

ODPOWIEDZ