Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Dział poświęcony nielampowym urządzeniom, układom i elementom "retrotechnicznym"

Moderatorzy: gsmok, Romekd, tszczesn

Awatar użytkownika
Marek7HBV
1875...2499 postów
1875...2499 postów
Posty: 2116
Rejestracja: wt, 1 grudnia 2015, 19:26

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: Marek7HBV »

No bez przesady! W całej ,,wsi,, tylko ja mam lampowe radio {i telewizor}-,,prześwietliłem,, sąsiadów dokładnie :lol: . :D

Awatar użytkownika
Romekd
moderator
Posty: 5347
Rejestracja: pt, 11 kwietnia 2003, 23:47
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: Romekd »

Marek7HBV pisze:
pn, 6 grudnia 2021, 21:59
No bez przesady! W całej ,,wsi,, tylko ja mam lampowe radio {i telewizor}-,,prześwietliłem,, sąsiadów dokładnie :lol: . :D
Kolego Marku, nawet dzisiaj miałem u siebie klienta (nie wiedział że od wielu lat nie naprawiam już takich urządzeń), który twierdził, że wnuczka bawiąc się przyciskami magnetofonu kasetowego firmy Onkyo, musiała chyba załączyć kilka przycisków jednocześnie i może wciągnęło taśmę i zablokowało mechanizm, bo gdy odciągnął ją od urządzenia, w tym pogasły wszystkie kontrolki. Swoją drogą był to sprzęt w miarę współczesnej produkcji, w którym na tylnej ściance była podana informacja, że może być zasilany napięciem przemiennym o wartości mieszczącej się w przedziale 230...240 V. Choć nie zajmuje się już naprawami sprzętu RTV, ten przypadek mnie zainteresował, więc rozebrałem magnetofon by sprawdzić co mogło się stać, że ten nie daje żadnych oznak działania. Po podłączeniu go do gniazdka, miernik parametrów sieci wskazał zerowy pobór prądu. Powiedziałem, że jest gdzieś przerwa, na co klient odparł, że wcześniej sprawdził jedyny bezpiecznik wewnątrz (2 A/250 V) i ten okazał się sprawny. Swoją drogą był to ciekawy magnetofon - kasetę wkładało się do niego podobnie jak wiele lat temu kasetę VHS do magnetowidu, w wąską szczelinę, a urządzenia samo "przejmowało" kasetę i umieszczało wewnątrz magnetofonu Wyglądał jak ten z linku poniżej:
https://www.megamedia.pl/magnetofon-sep ... -k-501.php

Okazało się, że w zasilaczu zastosowany został zwykły transformator sieciowy (na tylnej ściance była też informacja o poborze mocy 13 W), a bezpiecznik w magnetofonie zabezpieczał inne urządzenie, podłączone do gniazdka sieciowego, umieszczonego na tylnej ściance magnetofonu (może amplitunera :roll: ). Za to transformator podłączony był bezpośrednio do gniazda kabla sieciowego (bez jakiegokolwiek bezpiecznika po drodze) i miał przerwę, gdyż przegrzaniu uległ bezpiecznik termiczny 130°C o jednorazowym zadziałaniu, umieszczony wewnątrz uzwojenia pierwotnego. Bezpiecznik zastąpiłem zewnętrznym (przylutowanym do wyprowadzeń transformatora) zwłocznym o dopuszczalnym prądzie T160 mA/250V. Po tej modyfikacji sprzęt zaczął normalnie pracować, a transformator po godzinie pracy przy napięciu ok. 240 V zrobił się delikatnie letni. Jakie musiało do niego dochodzić wcześniej napięcie, że temperatura uzwojeń przekroczyła 130°C? w sprzęcie nic więcej się nie uszkodziło. Pobór prądu po naprawie wynosił ok. 30 mA na czuwaniu i ok 40 mA podczas odtwarzania kaset.

Pozdrawiam
Romek
α β Σ Φ Ω μ π °C ± √ ² < ≤ ≥ > ^ Δ − ∞

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 4654
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: Tomek Janiszewski »

Einherjer pisze:
pn, 6 grudnia 2021, 17:21
Mógłbyś to narysować? Nie przemawiają do mnie takie zawiłe opisy.
Ależ służę uprzejmie:
komplementarny.png
Dzięki takiemu dołączeniu R12 i R22 (do baz tranzystorów końcowych T11 i T21 zamiast do baz T12 i T22) te ostatnie nie mają praktycznie wpływu na prąd spoczynkowy. Nie muszą mieć kontaktu termicznego z tranzystorami stabilizującymi T13 i T23, mogą mieć własne radiatory względnie nie mieć ich wcale jeśli nie nagrzewają się zbyt mocno. Wymagany jest tylko możliwie dobry kontakt termiczny między T11 i T13 oraz między T21 i T23. Rezystor R03 (może być połączony w szereg z rezystorem nastawnym) służy do ustawiania prądu spoczynkowego; w szczególnych przypadkach może nie być go wcale. Nie znałeś dotąd takiego patentu? :shock: Wprost wierzyć mi się w to nie chce!
Rezystory emiterowe R11 i R21 mają tutaj bardzo małe rezystancje, optymalizowane pod względem zniekształceń skrośnych przy założonym prądzie spoczynkowym. Zbyt małe gdyby miało chodzić o skuteczne, mostkowe zabezpieczenie pzwar (umówmy się że używania knotów zwanymi przez audiofilskich guru trudnymi zespołami głośnikowymi których impedancja spada dla niektórych częstotliwości nawet poniżej połowy impedancji znamionowej, maksymalna zaś przewyższa ją kilkakrotnie i w konsekwencji powyższego faza impedancji lata jak żuk po pustym sklepie nie przewidujemy) toteż dodany został znacznie od nich większy R01 który można do celów zabezpieczenia pzwar użyć, dołączając emitery tranzystorów zabezpieczających do wyjścia, rezystory zaś mostka sterującego ich bazami - tam gdzie zawsze, tj. do emiterów tranzystorów końcowych. Nie rysowałem ich jednak, aby na tym etapie niepotrzebnie nie zaciemniać.
Mam nadzieję że teraz wszystko jasne?
"Właściciel nie był burakiem, który musi co chwila jeździć od jednego końca skali do drugiego, analogicznie jak to podobny burak skacze w kółko pilotem po kanałach telewizora" (cyt.: OTLamp o pewnym właścicielu radia Eroica)

Einherjer
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1558
Rejestracja: pt, 22 stycznia 2010, 18:34
Lokalizacja: Wrocław/Nysa

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: Einherjer »

:arrow: Tomek Janiszewski
Tak, obrazek wiele wyjaśnia. Widziałem ten patent, ale nigdy go nie stosowałem. Ty zastosowałeś go, w którymś ze swoich wzmacniaczy? Nie napotkałeś problemów ze wzbudzeniami? Chciałbym tez w wolnej chwili zasymulować to w LTSpice, jakoś mam wątpliwości, czy włączenie wtórników w pętlę stabilizacji prądu spoczynkowego nie wprowadzi dodatkowych zniekształceń.
feedback_bias.png
Osobiście w przypadku wzmacniacza Densena, od którego zaczęła się ta dyskusja, zastosowałbym komplementarny układ stabilizacji, ale "klasycznie" włączony, jeden z tranzystorów stabilizujących na "plechach" tranzystora mocy, drugi sprzężony termicznie z pre-driverami, które o ile pamiętam nie są na radiatorze.

Awatar użytkownika
AZ12
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 4850
Rejestracja: ndz, 6 kwietnia 2008, 15:41
Lokalizacja: 83-130 Pelplin

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: AZ12 »

Witam

Ten układ pokazany przez Tomka Janiszewskiego ma jedną wadę, nie nadaje się on do zastosowania w stopniu mocy z tranzystorami Darlingtona jako końcowymi (brak wyprowadzenia na zewnątrz połączenia wewnętrznego tranzystorów).
Romekd pisze:
pn, 6 grudnia 2021, 22:37
Choć nie zajmuje się już naprawami sprzętu RTV, ten przypadek mnie zainteresował, więc rozebrałem magnetofon by sprawdzić co mogło się stać, że ten nie daje żadnych oznak działania. Po podłączeniu go do gniazdka, miernik parametrów sieci wskazał zerowy pobór prądu. Powiedziałem, że jest gdzieś przerwa, na co klient odparł, że wcześniej sprawdził jedyny bezpiecznik wewnątrz (2 A/250 V) i ten okazał się sprawny.

Okazało się, że w zasilaczu zastosowany został zwykły transformator sieciowy (na tylnej ściance była też informacja o poborze mocy 13 W), a bezpiecznik w magnetofonie zabezpieczał inne urządzenie, podłączone do gniazdka sieciowego, umieszczonego na tylnej ściance magnetofonu (może amplitunera :roll: ). Za to transformator podłączony był bezpośrednio do gniazda kabla sieciowego (bez jakiegokolwiek bezpiecznika po drodze) i miał przerwę, gdyż przegrzaniu uległ bezpiecznik termiczny 130°C o jednorazowym zadziałaniu, umieszczony wewnątrz uzwojenia pierwotnego. Bezpiecznik zastąpiłem zewnętrznym (przylutowanym do wyprowadzeń transformatora) zwłocznym o dopuszczalnym prądzie T160 mA/250V. Po tej modyfikacji sprzęt zaczął normalnie pracować, a transformator po godzinie pracy przy napięciu ok. 240 V zrobił się delikatnie letni. Jakie musiało do niego dochodzić wcześniej napięcie, że temperatura uzwojeń przekroczyła 130°C? w sprzęcie nic więcej się nie uszkodziło. Pobór prądu po naprawie wynosił ok. 30 mA na czuwaniu i ok 40 mA podczas odtwarzania kaset.
Podobne rozwiązanie było stosowane w niektórych sprzętach audio, spotkałem się z nim w kilkunastoletniej wieży stereo Thomson znalezionej na zbiórce odpadów. Transformator miał moc ok. 50-70VA, a bezpiecznik termiczny był umieszczony w jego wnętrzu.
Ratujmy stare tranzystory!

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 4654
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: Tomek Janiszewski »

Einherjer pisze:
pt, 10 grudnia 2021, 10:34
:arrow: Tomek Janiszewski
Tak, obrazek wiele wyjaśnia. Widziałem ten patent, ale nigdy go nie stosowałem. Ty zastosowałeś go, w którymś ze swoich wzmacniaczy? Nie napotkałeś problemów ze wzbudzeniami?
W dwóch. Najpierw był to wzmacniacz na BD354C/355C w stopniu końcowym, sterowany przez BC211-16/BC313-16, zbudowany gdzieś na początku lat 90-tych ub. wieku. Współpracował on z głośnikiem GDS16/15 (samodzielnym) o impedancji 8 omów. Tam miałem problemy zupełnie innej natury. Założyłem (może niepotrzebnie) że rezystorów emiterowych nie będzie w ogóle, dzięki czemu końcowe tranzystory nie wchodziły w stan zatkania (niekiedy określa się to mianem klasy Super-A). W efekcie trochę bedetek spaliłem, zanim udało się dobrać bezpieczną wartość prądu spoczynkowego, tak aby zniekształcenia skrośne były niezauważalne, a równocześnie prąd spoczynkowy nie miał tendencji do lawinowego narastania (oczywiście, tranzystory stabilizujące, ZTCP BC108/178 miały kontakt z radiatorem poprzez przekładkę mikową). Dziś wiedziałbym już że niewielkie rezystory emiterowe (w granicach 0,1 oma zamiast zwykle stosowanych przy tej impedancji głośnika) nie wprowadzą istotnych zniekształceń wynikających z zatykania tranzystorów mocy (zatykanie to zachowa łagodny charakter) a równocześnie wyrównają "dołek" w charakterystyce przejściowej. Niewątpliwie pozwoliłoby to zwiększyć prąd spoczynkowy bez pogarszania jego stabilności. No ale w tamtych czasach SPICE'a nie miałem do dyspozycji, i musiałem jeszcze wiele się nauczyć. Właściwie to również wzmacniacz wykonany pod koniec lat 80-tych na pracę dyplomową miał analogiczny układ stabilizacji, rozbudowany jednak o dwa dodatkowe tranzystory (T15 i T25 na załączonym schemacie). Były one zasadniczo połączone jako diody (z dodatkowymi rezystorami zwiększającymi ich napięcie przewodzenia). Dzięki nim nie dochodziło do zatykania tranzystorów mocy (BD3P395/396, pozostałe należały do typów BD139/140) nawet w obecności tranzystorów emiterowych. I tam nie było problemu ze wzbudzaniem się układu stabilizacji. Oczywiście, wszystkie tranzystory znajdowały się na wspólnym radiatorze (a właściwie dwóch, osobnych dla tranzystorów pnp i npn). Można było przechodzić z "klasy Super-A") na zwykłą klasę AB (odłączając emitery T215 i T25 od szyny wyjściowej zachowując połączenie między nimi) i widać było na ekranie oscyloskopu połączonego z miernikiem PMZ jak mimo niezmienionego prądu spoczynkowego "połamany" przebieg zniekształceń w klasie AB wygładza się dzięki wyeliminowaniu zatykania się tranzystorów końcowych. Tamten wzmacniacz został jednak na Polibudzie, i nie mam do niego dostępu, natomiast ten zbudowany później kurzy się od kilkudziesięciu lat na moim regale. Musiałbym go odrysować i sporządzić schemat, bo stopnie napięciowe są wyjątkowo złożone, tak że dawno juz wiele rzeczy pozapominałem.
Ostatni wzmacniacz jaki wykonałem z takim układem stabilizacji zawierał parę BDX18/2N3055 (TUNGSRAM) w stopniu końcowym, oraz BD354/355, zarówno w roli wtórników sterujących jak i elementów stabilizacyjnych. Tym razem zastosowałem rezystory małe emiterowe, i jeden większy wspólny rezystor w szereg z wyjściem (dla celów zabezpieczenia pzwar, wzmacniacz na BD354/355 też go miał choć rezystorów emiterowch nie było) I one znajdowały się wszystkie na radiatorach. Stopnie napięciowe zdecydowanie uprościłem, zachowując jednak symetryczne sterowanie wtórnika wyjściowego (było to wspólną cechą wszystkich trzech wzmacniaczy). Wspólną ich cechą była też lokalna linearyzacja poszczególnych stopni, pozwalająca zmniejszyć głębokość ogólnego USZ do wartości w okolicach 20dB. Składały się na nią: rezystory po kilka kiloomów obciążający wejście wtórnika końcowego (dzięki nim wzmocnienie prądowe stopnia mało zależało od bet ale zwiększył się wpływ prądu spoczynkowego na zniekształcenia skrośne toteż nie mógł on być zbyt mały), rezystory po kilkadziesiąt omów w emiterach stopni napięciowych sterujących komplementarnym wtórnikiem końcowym (ich rolą była linearyzacja wykładniczej charakterystyki złącza baza - emiter), napięciowe sterowanie tych stopni przez wtórniki (odpadała dzięki temu zależność bet w funkcji zmian prądu kolektorów oraz napięć kolektor - emiter). Niestety traciło się na tym sporo napięcia zasilającego, toteż dla pełnego wysterowania stopnia końcowego należałoby zasilać stopnie napięciowe podwyższonymi napięciami. Takiego zasilacza się jednak nie dorobiłem (nie miałem pod ręką gotowych transformatorów sieciowych ze stosownymi odczepami) toteż wzmacniacz na BD354/355 nie osiągał pełnej założonej mocy, natomiast ów mocniejszy wzmacniacz na 2N3055/BDX18 został poddany tylko wstępnym próbom na sztucznym obciążeniu, dla niego bowiem nie miałem jeszcze odpowiedniego zespołu głośnikowego więc końcówki poszły na półkę gdzie poniewierają się do dziś. Dla zbudowanego znacznie później zespołu Vollschmadt 40 postanowiłem wykonać sprawdzony wzmacniacz wg wzoru z MT (nr 6/88) rozbudowując go jednak o lustro prądowe i zastępując 2N3055 przez szybkie BDY58. Jak już wielokrotnie pisałem - pozwoliło to wyeliminować całkowicie korekcję millerowską przez co uznałem że mogę sobie pozwolić na głębsze USZ. Ale to już zupełnie odmienna filozofia. Obecnie nie angażuję się w budowę nowych wzmacniaczy tranzystorowych, lampowych zresztą też. Tuner lampowy stereo AM/FM rulez! I osiągnąłem niedawno krok milowy, uzyskując odbiór Jedynki również na falach długich a nie tylko na UKF jak to było od 10 lat z okładem.
Chciałbym tez w wolnej chwili zasymulować to w LTSpice, jakoś mam wątpliwości, czy włączenie wtórników w pętlę stabilizacji prądu spoczynkowego nie wprowadzi dodatkowych zniekształceń.
A to oczywiście warto zrobić, do tego ograniczają się obecnie moje eksperymenty ze wzmacniaczami bardziej złożonymi niż poprawiona końcówka od M2405 (w wykonaniu na BC211/313 znalazła zastosowanie w Danie). Wiele czasu takie badania nie kosztują. Jestem pewnien że niestabilność nie grozi, powodów dla których miałyby jeszcze powstać jakieś dodatkowe zniekształcenia po prostu nie widzę. Ujawniały się one tylko w bardziej złożonym, dyplomowym wzmacniaczu gdzie część sygnału z wtórników sterujących uciekało przez diodowo połączone tranzystory. Musiałem więc trochę popracować nad optymalizacją elementów w układzie stabilizacji
Osobiście w przypadku wzmacniacza Densena, od którego zaczęła się ta dyskusja, zastosowałbym komplementarny układ stabilizacji, ale "klasycznie" włączony, jeden z tranzystorów stabilizujących na "plechach" tranzystora mocy, drugi sprzężony termicznie z pre-driverami, które o ile pamiętam nie są na radiatorze.
Takie pęta snujące się po całym wzmacniaczu powinny budzić obawy o stabilność. Po prawdzie to tranzystory końcowe (i przedkońcowe pewnie też) mają zapewne tak wysokie bety (są to bowiem tranzystory epiplanarne, takie mocniejsze BD354/355 :wink: ) że nie widzę sensu stosowania trzystopniowego układu Darlingtona. Zastosowałbym dwustopniowy, oraz mocniejsze tranzystory (np. wizyjne BF469/470) w napięciowym stopniu sterujacym. Najlepiej symetrycznym.
I jeszcze może wrzucę rozbudowany układ stabilizacji jaki zastosowałem w dyplomowym wzmacniaczu. Teraz, po kilkudziesięciu latach uważam że niepotrzebnie się wtedy aż tak zagalopowałem :oops: ) Przytoczyłem go głównie dla zilustrowania, że nawet tak złożony układ nie sprawiał problemów ze wzbudzeniami. W realu nie w symulacji, bo w tamtych czasach komputery kojarzyły się ze żmudnym pisaniem programów i tasiemcowymi płachtami wydruków, same stanowiąc ambitny temat dla prac dyplomowych a nie użyteczne narzędzie do ich tworzenia i pisania jak dziś. :twisted:
komplementarny.png
"Właściciel nie był burakiem, który musi co chwila jeździć od jednego końca skali do drugiego, analogicznie jak to podobny burak skacze w kółko pilotem po kanałach telewizora" (cyt.: OTLamp o pewnym właścicielu radia Eroica)

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 4654
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: Tomek Janiszewski »

AZ12 pisze:
pt, 10 grudnia 2021, 11:54
Ten układ pokazany przez Tomka Janiszewskiego ma jedną wadę, nie nadaje się on do zastosowania w stopniu mocy z tranzystorami Darlingtona jako końcowymi (brak wyprowadzenia na zewnątrz połączenia wewnętrznego tranzystorów).
Nie: to tranzystory Darlingtona mają wadę polegającą na niemożności zastosowania go w przedstawionym przeze mnie układzie, bowiem zamiast czwartej końcówki mają napakowane do środka jakieś diody i rezystory wprowadzające tylko dodatkowe zniekształcenia. Zarówno statyczne (rezystory kradną prąd) jak i dynamiczne (zatkanie tranzystora wyjściowego za pośrednictwem diody bocznikującej złącze B-E tranzystora wejściowego wymaga przewoltowania bazy przeciwnie spolaryzowanym napięciem). Dlatego lepiej pozostawić te tranzystory jedynie na potrzeby taniej (choć daleko nie zawsze) masowej tandety. Jak bipolarne elektrolity i cewki na żelaznym rdzeniu w tandetnych choć często bardzo drogich kolumnach.
"Właściciel nie był burakiem, który musi co chwila jeździć od jednego końca skali do drugiego, analogicznie jak to podobny burak skacze w kółko pilotem po kanałach telewizora" (cyt.: OTLamp o pewnym właścicielu radia Eroica)

Einherjer
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1558
Rejestracja: pt, 22 stycznia 2010, 18:34
Lokalizacja: Wrocław/Nysa

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: Einherjer »

Tomek Janiszewski pisze:
pt, 10 grudnia 2021, 12:05
I jeszcze może wrzucę rozbudowany układ stabilizacji jaki zastosowałem w dyplomowym wzmacniaczu. Teraz, po kilkudziesięciu latach uważam że niepotrzebnie się wtedy aż tak zagalopowałem :oops: )
To co powiesz na to?
hec.png
Chociaż należy dodać, że w tym układzie chodzi o coś więcej niż stabilizację prądów spoczynkowych, ta jest tu "w gratisie".

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 4654
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: Tomek Janiszewski »

Einherjer pisze:
śr, 15 grudnia 2021, 22:34
Tomek Janiszewski pisze:
pt, 10 grudnia 2021, 12:05
I jeszcze może wrzucę rozbudowany układ stabilizacji jaki zastosowałem w dyplomowym wzmacniaczu. Teraz, po kilkudziesięciu latach uważam że niepotrzebnie się wtedy aż tak zagalopowałem :oops: )
To co powiesz na to?
hec.png
Chociaż należy dodać, że w tym układzie chodzi o coś więcej niż stabilizację prądów spoczynkowych, ta jest tu "w gratisie".
Przede wszystkim to zupełnie inna liga, skoro na wyjściu są MOSFET-y. Stabilistor między bazami to naprawdę ma aż 22V? :shock: W takim wypadku straty napięcia zasilającego stopień końcowy byłyby masakryczne. Osobiście zdecydowanie bym się w to nie pakował, tak jak i we wzmacniacze z pętlą USZ omijającą wtórnik końcowy.
"Właściciel nie był burakiem, który musi co chwila jeździć od jednego końca skali do drugiego, analogicznie jak to podobny burak skacze w kółko pilotem po kanałach telewizora" (cyt.: OTLamp o pewnym właścicielu radia Eroica)

Einherjer
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1558
Rejestracja: pt, 22 stycznia 2010, 18:34
Lokalizacja: Wrocław/Nysa

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: Einherjer »

Tomek Janiszewski pisze:
czw, 16 grudnia 2021, 12:16
Einherjer pisze:
śr, 15 grudnia 2021, 22:34
Tomek Janiszewski pisze:
pt, 10 grudnia 2021, 12:05
I jeszcze może wrzucę rozbudowany układ stabilizacji jaki zastosowałem w dyplomowym wzmacniaczu. Teraz, po kilkudziesięciu latach uważam że niepotrzebnie się wtedy aż tak zagalopowałem :oops: )
To co powiesz na to?
hec.png
Chociaż należy dodać, że w tym układzie chodzi o coś więcej niż stabilizację prądów spoczynkowych, ta jest tu "w gratisie".
Przede wszystkim to zupełnie inna liga, skoro na wyjściu są MOSFET-y. Stabilistor między bazami to naprawdę ma aż 22V? :shock: W takim wypadku straty napięcia zasilającego stopień końcowy byłyby masakryczne. Osobiście zdecydowanie bym się w to nie pakował, tak jak i we wzmacniacze z pętlą USZ omijającą wtórnik końcowy.
Ten układ potrzebuje wyższych napięć zasilania dla części napięciowej, to prawda. Ma MOSFETy na wyjściu, ale da się podobną rzecz zrobić dla końcówki z bipolarnymi tranzystorami. Myślałem, że może pokusisz się o rozwiązanie zagadki o co w tym układzie chodzi, bo tak jak pisałem wcześniej, stabilizacja temperaturowa jest przy okazji tylko.

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 4654
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: Tomek Janiszewski »

Einherjer pisze:
czw, 16 grudnia 2021, 19:58
Ten układ potrzebuje wyższych napięć zasilania dla części napięciowej, to prawda.
Ale w takim wypadku wtórniki wejściowe (Q1 i Q2) również powinny być zasilane podwyższonym napięciem, nie uważasz? Dla Q7 i Q8 także byłoby to wskazane, choć nie jest to aż tak krytyczne.
Ma MOSFETy na wyjściu, ale da się podobną rzecz zrobić dla końcówki z bipolarnymi tranzystorami.
Zapewne tak; jeszcze nie próbowałem. Nie wyczuwam jeszcze jaka ma być rola złożonej sieci oporowej z tak zawiłymi połączeniami, w tym potencjometru R11, bo R12 służy niechybnie do ustawiania prądu spoczynkowego. Kolektory Q5 u Q6 to chyba z podobnym skutkiem mogłyby być dołączone wprost do zasilania; wzrosłaby wówczas moc tracona w tych tranzystorach ale zmalałoby obciążenie prądowe wtórników Q1 i Q2 a tym samym znacznie wzrosłoby wzmocnienie prądowe całego złożonego wtórnika końcowego.
Myślałem, że może pokusisz się o rozwiązanie zagadki o co w tym układzie chodzi,
A ja myślałem że zanim zadasz tę zagadkę - przeanalizujesz przynajmniej pierwszy, prostszy układ spośród zamieszczonych przeze mnie i rozwiejesz zasiane wcześniej wątpliwości czy się toto nie wzbudzi.
bo tak jak pisałem wcześniej, stabilizacja temperaturowa jest przy okazji tylko.
Czy to tak ma działać?
analiza.png
Musiałem conieco zmodyfikować układ, zastępując stabilistor D1 dwoma połączonymi w szereg stabilistorami na 6,8V (ze stabilistorami na 11V spoczynkowe prądy drenów w tranzystorach wejściowych już na dzieńdobry tj z R12=0.115k sięgały wielu amperów) i zasilić te stabilistory z dwóch źródeł prądowych po 5mA. Napięcie wejściowe (na osi poziomej) doprowadziłem do punktu połączenia stabilistorów. Zasilanie jest z +/- 36V, rezystancja obciążenia - 8 omów. Wykresy przedstawiają: V(02) - napięcie wyjściowe, ID(M1) - prąd drenu NMOS-a, ID(M2) - prąd drenu PMOS-a. Potencjometr R12 ustawiony jest na maxa, i niewielkie nawet zmniejszenie jego oporności wywołuje drastyczny wzrost prądów spoczynkowych, podobnie jak zastosowanie stabilistorów na większe napięcie. Wpływu potencjometru R11 nie zaobserwowałem; być może przy dobrej symetrii nie odgrywa on widocznej roli bo i tak praktycznie żaden prąd przez niego nie płynie.
Ty też uzyskałeś coś podobnego, czy może pokićkałem coś transponując schemat na sieć połączeń? Na wszelki wypadek załączam istotny fragment źródłowego pliku .cir:

VC 09 0 DC 36
ECC 100 0 09 0 1
EEE 200 0 0 09 1
***** NAPIĘCIE WEJŚCIOWE *****
VI1 02 0 AC 1m SIN (0 .5 1k)
***** STOPIEÑ MOCY *****
M11 100 11 01 01 IRFP240
M21 200 21 01 01 IRFP9240
Q12 100 12 11 BD139
Q22 200 22 21 BD140
Q13 100 13 12 BC546B
Q23 200 23 22 BC556B
Q14 100 17 14 BC546B
Q24 200 27 24 BC556B
R01 11 21 180
R02 12 21 1k
R14 14 13 680
R24 24 23 680
***** UKŁAD POLARYZACJI *****
Q15 13 15 16 BC546B
Q25 23 25 26 BC556B
R11 11 03 .27k
R21 21 03 .27k
R12 15 01 .27k
R22 25 01 .27k
R15 11 15 .27k
R25 21 25 .27k
R16 16 06 27
R26 26 06 27
R05 15 25 115
R06 06 03 30
***** ŹRÓDŁO PRADOWE *****
I17 100 17 5m
I27 27 200 5m
***** STOPIEŃ STERUJACY *****
D17 02 17 BZX84B6V8L; C11VL
D27 27 02 BZX84B6V8L; C11VL
***** OBCIAZENIE *****
RL 01 0 8
"Właściciel nie był burakiem, który musi co chwila jeździć od jednego końca skali do drugiego, analogicznie jak to podobny burak skacze w kółko pilotem po kanałach telewizora" (cyt.: OTLamp o pewnym właścicielu radia Eroica)

Awatar użytkownika
ciasteczkowypotwor
500...624 posty
500...624 posty
Posty: 584
Rejestracja: śr, 9 lutego 2011, 11:15
Lokalizacja: jcty
Kontakt:

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: ciasteczkowypotwor »

Ja to mam taki wzmacniacz audiofilski. Bardzo go lubię.

Obrazek

Awatar użytkownika
Marek7HBV
1875...2499 postów
1875...2499 postów
Posty: 2116
Rejestracja: wt, 1 grudnia 2015, 19:26

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: Marek7HBV »

Piękna konstrukcja 8) Z tego jednego kanału mocy nasi konstruktorzy z ,,Diory,, zrobiliby dwa kompletne,stereofoniczne wzmacniacze w ramach oszczędności materiałowych :lol: Dobrze jest nie mieć ograniczeń niewielkich w sumie kosztów produkcji,aby móc zrobić coś dobrego. :D

Nieliniowy
10...14 postów
10...14 postów
Posty: 13
Rejestracja: czw, 14 maja 2020, 00:15

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: Nieliniowy »

Pytanie być może nie do końca na temat..
Dlaczego kondensator C17 2200 uF 10 V nie jest bipolarny? W wielu konstrukcjach profesjonalnych, nawet w naszym Radmorze, kondensatory w pętli USZ są zwykle elektrolityczne z polaryzacją. Wydawało by się ze w tym miejscu jest czyste napięcie przemienne w stosunku do masy.

Awatar użytkownika
AZ12
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 4850
Rejestracja: ndz, 6 kwietnia 2008, 15:41
Lokalizacja: 83-130 Pelplin

Re: Metody stabilizowania punktów pracy tranzystorów w stopniach mocy m.cz.

Post autor: AZ12 »

Witam
Nieliniowy pisze:
pn, 20 grudnia 2021, 06:00
Dlaczego kondensator C17 2200 uF 10 V nie jest bipolarny? W wielu konstrukcjach profesjonalnych, nawet w naszym Radmorze, kondensatory w pętli USZ są zwykle elektrolityczne z polaryzacją. Wydawało by się ze w tym miejscu jest czyste napięcie przemienne w stosunku do masy.
Amplituda napięcia przemiennego jest w tym miejscu niewielka i zastosowanie kondensatora elektrolitycznego aluminiowego jest z tego względu dopuszczalne. Można go się całkiem pozbyć, jednak ze względu na dość duże napięcie niezrównoważenia i duże prądy wejściowe bipolarnych tranzystorów (znacznie większe niż w scalonych wzmacniaczach operacyjnych) dyskretnego wzmacniacza różnicowego w stopniu wejściowym potrzebna by była kompensacja. W tym celu wykorzystuje się tzw. DC servo:

https://sound-au.com/articles/dc-servo.htm
Ratujmy stare tranzystory!

ODPOWIEDZ