Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Dział poświęcony nielampowym urządzeniom, układom i elementom "retrotechnicznym"

Moderatorzy: gsmok, Romekd, tszczesn

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3474
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: Tomek Janiszewski » śr, 30 stycznia 2019, 14:56

Romekd pisze:
śr, 30 stycznia 2019, 11:35
Faktycznie zaleta nie do przecenienia. Radio w mieście, gdzie mieszka kilkadziesiąt tysięcy ludzi w ogóle nie odbiera, lub odbiera tak, że można cholery dostać, ale przynajmniej nie zużywa dużo prądu. Nic tylko się cieszyć i wychwalać konstrukcję... Czy tranzystory też cały czas były tak drogie, że tego "knota" stosowano przez blisko 50 lat?
Gdy co roku wyruszam jachtem z Warszawy na Mazury szlakiem Narwi i Pisy, mam przy sobie oprócz zabudowanego na stałe odbiornika także jeden lub kilka przenośnych, i tak się składa ze są to knoty, z Daną na czele. Również i ten pokładowy jest knotem bo też ma dwutranzystorową głowicę z dwoma tylko obwodami przestrajanymi. Mimo to zawsze coś odbierają: gdy kolejno milkną warszawskie nadajniki, pojawia się np. Katolickie Radio Podlasie oraz zlokalizowane w Łomży Radio Nadzieja, a tymczasem, gdy grają one w najlepsze a ja mam wokół siebie Puszczę Piską - dają się już odebrać nadajniki Polskiego Radia Olsztyn, najpierw z Olsztyna, potem z Giżycka. Może więc nie z radiami, lecz z owym kilkudziesięciotysięcznym miastem jest coś nie tak, skoro nie można odbierać nic?
Wzmocnienie było mniejsze niż w układzie z oddzielnym oscylatorem i normalnym mieszaczem. Analizowałeś ten układ od strony wnoszonych szumów.
MIeszacze iloczynowe niekoniecznie muszą być korzystniejsze szumowo w zakresie UKF, mimo że niewątpliwie górują nad sumacyjnymi doskonałą separacją obwodów strojonych.
Poprzedzenie takiego mieszacza wzmacniaczem z kiepskim tranzystorem w konfiguracji WB (o wzmocnieniu wynoszącym może z 10 dB), to moim zdaniem porażka ale ja na to patrzę z nieco innej "perspektywy", więc mogę się mylić... :wink:
Potrafię zgadnąć z jakiej. 10dB to się uzyskiwało na lampach w układzie wspólnej siatki, i to tych o budowie klasycznej w rodzaju EC92 lub ECC85. Tranzystory bipolarne w układzie WB mają nad nimi wielką przewagę w postaci nachylenia na poziomie 40mA/V - która pospolita lampa małej mocy tyle oferuje? Do tego jeszcze zasadniczą różnicą jest dużo mniejsza konduktancja wyjściowa tranzystora w układzie WB - bliższego pod tym względem pentodzie a nie triodzie. Fakt że tranzystor jest elementem sterowanym prądowo (a tym samym pobierającym moc do sterowania) nie ma tu żadnego znaczenia: dokładnie to samo dotyczy lampy w układzie WS (a także i tranzystorów polowych w układzie wspólnej bramki, o czym będzie dalej). Dlatego wzmocnienie na poziomie 20dB jest w układzie WB całkiem realne do uzyskania, zwłaszcza gdy fT jest odpowiednio większa od częstotliowości pracy, a nie mniejsza od niej co miało miejsce w dobie germanowych tranzystorów stopowo-dyfuzyjnych.
Przedstawiłem faktycznie nowoczesne rozwiązanie firmy Sony, ale w latach 70. zeszłego stulecia, gdy byłem nastolatkiem, nasze krajowe odbiorniki były niesamowicie "tępe" pod względem czułości w stosunku do np. radioodbiorników samochodowych firmy Blaupunkt, choć Blaupunkt również stosował w swoich głowicach tranzystory bipolarne. Gdy radio ASIA coś tam łapało w szumach na swojej teleskopowej antenie, radio Blaupunkt, leżące na moim warsztacie (przestrojone), bezszumnie odbierało stacje FM na wetkniętym do gniazda szkolnym cyrklu (w tym również stacje czeskie).

I znów czepiłeś się Asi. Siermiężny UL1211, cewki w głowicy "strojone" metodą zgniatania zwojów, byle jakie sprzężenie anteny z głowicą, i do tego jeszcze problemy z selektywnością wskutek tego że obwodów p.cz. było o całe 2 mniej niż w standardowym radiu lampowym. No i Asia w przeciwieństwie do Blaupunkta nie miała metalowego chassis stanowiącego skuteczną przeciwwagę anteny, nawet zrobionej z cyrkla.
Pod koniec lat 70. w Polsce zaczęto produkować radia samochodowe z tranzystorem j-fet we wzmacniaczu w.cz. w głowicy (2SK41E lub BF256B, te same co w głowicy radia "Elizabeth"), co pozwoliło uzyskać czułość lepszą od 10 μV. Poniżej schemat dwóch głowic UKF, z radia "Rekord SMT-204" oraz radia "ECHO SSS-101". Różnica między nimi jest taka, że w "Echu" tranzystor polowy pracuje w układzie WS, a Rekordzie w układzie WG.
A także i taka że na pierwszym schemacie jakiś mędrek który go rysował zwarł uzwojenie antenowe z cewką rezonansowego obwodu wejściowego :lol: Jeżeli jakość montażu budowanych wtedy w PRL odbiorników była taka jak jakość rysowania schematów - to czystym przypadkiem było który z tych odbiorników działał lepiej a który gorzej. O czym sam się zresztą przekonałeś, na przykładzie topowej jak na owe czasy Kleopatry. Akurat po wzmacniaczu z Rekorda wiele bym się nie spodziewał, nawet gdyby nadmiarowego połączenia nie było. Marne nachylenie FET-a (niewiele różniącego się od BF245) użytego w układzie wspólnej bramki, i nie wiedzieć czemu jeszcze przy powyższych uwarunkowaniach dren załączony na odczep zamiast na cały obwód (FET w układzie wspólnej bramki ma małą konduktancję wyjściową, podobnie jak tranzystor bipolarny). Niewątpliwie natomiast tak okaleczony wzmacniacz miał jedną istotną w tamtych warunkach cechę: nie sprawiał niespodzianek, działał zawsze co z tego że ze wzmocnieniem dużo miejszym niż można było osiągnąć z zastosowanych elementów. Nie sposób natomiast odmówić mu zalety w postaci właściwej FETom większej odporności na silne sygnały.
Oczywiście w radiach tych zastosowano oddzielny mieszacz i oscylator (ciekawe Tomku dlaczego wybrano takie rozwiązanie? :wink: ).
Napisałem wcześniej dlaczego, powtarzał nie będę, zwłaszcza że odpowiedź zawarta jest w cytacie poniżej. Oba te radia nie służyły przecież do słuchania w kuchni, prawda?
Romekd pisze:
Tomek Janiszewski pisze:
wt, 29 stycznia 2019, 20:08
Jedyną naprawdę istotną wadą mieszacza samodrgającego FM jest jego wrażliwość na przesterowanie silnymi sygnałami wejściowymi. Powoduje to przeciąganie częstotliwości heterodyny i w konsekwencji - zniekształceniami modulacji FM w sygnale wyjściowym mieszacza a następnie - zniekształceniami nieliniowymi zdemodulowanego sygnału. Ale ma to istotne znaczenie tylko w sprzęcie Hi-Fi, nie zaś w odbiornikach klasy Dany lub Śnieżki a nawet tych samochodowych (albo jak w moim przypadku - jachtowych)./.../
Wiedza o gorszych parametrach mieszaczy samooscylujących wydawała mi się powszechnie znana wśród elektroników jeszcze w latach 70. Nawet nie przypuszczałem, że można mieć na ich temat odmienne zdanie :shock: Zresztą o ich wadach można było posłuchać na pasmach krótkofalarskich w rozmowach kolegów lub poczytać w dostępnej w tamtych czasach literaturze z dziedziny telekomunikacji oraz łączności amatorskiej. Krótkofalowcy tworząc swoje odbiorniki i transceivery potrafili mieć większą wiedzę niż niektóre firmy, produkujące w tamtych czasach sprzęt, toteż firmy te podpatrywały rozwiązania pasjonatów dalekich łączności i same często zapożyczały rozwiązania stosowane przez krótkofalowców :wink:
Znów nieudolnie próbujesz się stawiać w roli Gienka Mądralskiego, licząc na to że poczuję się Ignasiem Pytalskim (na pewno wiesz co mam na myśli, Tobie pozostawię przyjemność wytłumaczenia młodszym co to za postacie). Chcesz powiedzieć że w latach 50/60 ta wiedza była obca nawet fachowcom, w wyniku czego w takim Kolibrze zastosowali mieszacz samodrgający? Udajesz że masz nadzieję iż nie dostrzegę tego że zarówno w archaicznym Kolibrze na falach średnich, jak i w młodszej od niego Danie na UKF, mimo że pracowały w zupełnie różnych zakresach fal odstrojenie heterodyny o ten sam 0,05% częstotliwości roboczej przejdzie niemal niezauważenie? Bo chociaż heterodyna Kolibra generująca na 2MHz odstroi się o 100Hz, Dana zaś generująca na 80MHz (a niechby i na 110MHz, po przestrojeniu na CCIR) - o 55kHz, to w tym pierwszym przypadku szerokość pasma toru p.cz. jest na poziomie 5kHz, w drugim zaś - wyraźnie przekracza 100kHz. Może wzrosną nieco zniekształcenia w tym drugim przypadku (wskutek wejścia na bardziej nieliniową część charakterystyki demodulatora), ale w jednym i drugim odbiorniku jest to do przyjęcia. Nieco lepsze niż Dana odbiorniki mają zresztą prostą ARCz która rozstrojenia znacznie redukuje. Natomiast w odbiornikach komunikacyjnych, zwłaszcza na falach krótkich mamy częstotliwości robocze na poziomie dziesiątek MHz (tylko kilka razy mniej niż w Danie), szerokość pasma toru p.cz. zaś jest nawet mniejsza niż w Kolibrze. Co stałoby się zatem z odbiorem stacji na 30MHz gdyby heterodyna uciekła o 15kHz? Stacja dotąd odbierana znikłaby całkowicie za to pojawiła się zupełnie inna, a w międzyczasie jeszcze kilka dodatkowych. Tu absolutnie nie wystarczy nawet najlepszy oddzielny generator LC heterodyny, niezbędne jest mieszanie stosunkowo niskiej częstotliwości strojonego VFO z częstotliwością generatora kwarcowego, a najlepiej synteza. Znów próbowałeś mnie zagiąć, i po raz kolejny się nie udało.
Co do stabilnych generatorów, to wygłaszane przez Ciebie teorie pozostają w sprzeczności z informacjami zawartymi w publikacjach dostępnych w latach 70. W dostępnej mi literaturze wielokrotnie natrafiałem na informacje, że dla uzyskania największej stabilności generatora, element aktywny musi pracować na liniowym odcinku charakterystyki, co wymaga odpowiedniej polaryzacji i dobrania optymalnego punktu pracy, oraz konieczne jest ustawienie kondensatorami dodatniego sprzężenia niewiele większego od tego zapewniającego poprawny start oscylacji.
Taaaa, szczególnie w radioodbiornikach powszechnego użytku, gdzie nawet trymerów dla dostrojenia obwodów w głowicy nierzadko żałują. Ty zaś chciałbyś w taniej Śnieżce czy przenośnej Danie jeszcze jednego trymera, służącego do ustawienia sprzężenia w głowicy na granicy wzbudzenia się drgań. A użytkownicy takich odbiorników klęliby na czym świat stoi, że przestają grać gdy nieco wyczerpią się baterie lub spadnie napięcie sieci w zimowy poranek, akurat gdy oni śpieszą się do pracy i chcieliby wiedzieć jakiej pogody należy spodziewać się za oknem. :evil:
Tak więc wygłaszane przez Ciebie Tomku teorie często wydają mi się niedorzeczne i pseudonaukowe,
Twoim zaś teoriom można jak to wykazałem wyżej - zarzucić pseudotechniczność i zupełne oderwanie od realiów.
Poniżej kilka fragmentów z książki "Układy nadawcze i odbiorcze dla krótkofalowców" Wiktora Chojnackiego z lat 70. Wiktor Chojnacki był znanym i cenionym konstruktorem sprzętu nadawczo-odbiorczego oraz popularyzatorem sprawdzonych rozwiązań, opracowanych przez innych konstruktorów z różnych stron świata.
A to z takich rozwiązań będą odtąd korzystać gospodynie domowe którym zakomunikowałeś że używane przez nich dotąd radia nadają się na śmietnik?

Z poważaniem
Tomek Janiszewski
Ps. I nie licz na to że temat bida-komplementarności Polskiej Myśli Technicznej odpuściłem. Przechodząc do porządku dziennego nad wynurzeniami youtubowego fachmana na temat bootstrapów i zniekształceń TIM zebrałem wyniki własnych eksperymentów ze wzmacniaczami od M2405S, na dniach tytułem uzupełnienia zrobię to samo ze wzmacniaczami od M531S bo po co i te mają mi się bezużytecznie walać w szafie przez kolejne lata? Na razie po prostu wstrzymałem się od zaśmiecania tematu dotyczącego zupełnie innej kategorii sprzętu, bez względu na to że Ty to zrobiłeś.
Ostatnio zmieniony śr, 30 stycznia 2019, 23:45 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Romekd
moderator
Posty: 4273
Rejestracja: pt, 11 kwietnia 2003, 23:47
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: Romekd » śr, 30 stycznia 2019, 15:53

Witam.
Tomek Janiszewski pisze:Ps. I nie licz na to że temat bida-komplementarności Polskiej Myśli Technicznej odpuściłem. Przechodząc do porządku dziennego nad wynurzeniami youtubowego fachmana na temat bootstrapów i zniekształceń TIM zebrałem wyniki własnych eksperymentów ze wzmacniaczami od M2405S, na dniach tytułem uzupełnienia zrobię to samo ze wzmacniaczami od M531S bo po co i te mają mi się bezużytecznie walać w szafie przez kolejne lata? Na razie po prostu wstrzymałem się od zaśmiecania tematu dotyczącego zupełnie innej kategorii sprzętu, bez względu na to że Ty to zrobiłeś.
Odpowiem króciutko, gdyż siedzę nad górą problemów w pracy. Tomku, będziesz miał okazję przedstawić wyniki swoich pomiarów, bo właśnie pomierzyłem wzmacniacz z M-2405s i zamierzam z tej okazji stworzyć nowy wątek w dziale "Retrotechnika". Przygotuj się, bo to będzie prawdziwa "petarda"...:wink:

Pozdrawiam
Romek
α β Σ Φ Ω μ °C ± √ ² < ≤ ≥ > ^

czyt
100...124 posty
100...124 posty
Posty: 103
Rejestracja: sob, 28 kwietnia 2012, 23:42

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: czyt » śr, 30 stycznia 2019, 17:25

Bardzo przepraszam autora wątku. Napisałem coś, ale niepotrzebnie zupełnie. Prośby jak o mur z cegieł. Jakby tak plaskaczem, to może by zrozumiało? Na razie sobie daruję zaglądanie tutaj, kiedy trolla nie potraficie na sznurek uczepić. Pozdrawiam kolegów.
Może ma ktoś zbywającą UF21 - do mojej AGI - sekretarzyk?

MAc
20...24 posty
20...24 posty
Posty: 23
Rejestracja: wt, 21 czerwca 2016, 17:37

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: MAc » ndz, 14 kwietnia 2019, 01:31

Romekd pisze:
śr, 30 stycznia 2019, 11:35
Poniżej kilka fragmentów z książki "Układy nadawcze i odbiorcze dla krótkofalowców" Wiktora Chojnackiego z lat 70. Wiktor Chojnacki był znanym i cenionym konstruktorem sprzętu nadawczo-odbiorczego oraz popularyzatorem sprawdzonych rozwiązań, opracowanych przez innych konstruktorów z różnych stron świata.

konwerter.jpg
wady.jpg
generatory.jpg
-
Kilka słów o autorze książki, której fragmenty zamieściłem:
http://spotc.pzk.org.pl/sylwetki-sp/lis ... -1933-1985

Pozdrawiam
Romek
Ja tylko chciałem zauważyć, że powoływanie się na wiedzę techniczną Wiktora SP5QU - autora niewątpliwie niezwykle płodnego jest zbliżone do dyskusji o literaturze na podstawie powieści Danielle Steel lub "50 twarzy Greya".
Kluczową zaletą książek SP5QU było to, że w ogóle były - w czasach gdy nie było nic. Zawierały sporą ilość błędów, przerysowywane z zachodnich publikacji schematy zawierały błędy a rozważania teoretyczne wykraczające poza tzw podstawy potrafiły być zaskakujące - z ukierunkowaniem znaczenia tego słowa na "nonsensowne". ;-)
Podsumowując - pomimo tego, że parę lat temu z ogromną przyjemnością odtworzyliśmy z kolegami kilka egzemplarzy telegraficznego homodynowego transceivera SP5QU i zrobiliśmy między sobą na nich trochę łączności, to powoływać się na autorytet naukowo techniczny SP5QY zdecydowanie nie należy.
Na popularyzatorski autorytet - oczywiście tak - wykonał w tym zakresie pracę ogromną i o niezwykłej wadze.

MAc

PS - nie bardzo widzę sens porównywania japońskiej głowicy projektowanej do "powyżejśredniopółkowego" radia z syntezą PLL a jakąkolwiek w pełni analogową głowicą krajową - tym bardziej z tytułową Śnieżką.

Awatar użytkownika
Romekd
moderator
Posty: 4273
Rejestracja: pt, 11 kwietnia 2003, 23:47
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: Romekd » ndz, 14 kwietnia 2019, 21:36

MAc pisze:
ndz, 14 kwietnia 2019, 01:31
Romekd pisze:
śr, 30 stycznia 2019, 11:35
Poniżej kilka fragmentów z książki "Układy nadawcze i odbiorcze dla krótkofalowców" Wiktora Chojnackiego z lat 70. Wiktor Chojnacki był znanym i cenionym konstruktorem sprzętu nadawczo-odbiorczego oraz popularyzatorem sprawdzonych rozwiązań, opracowanych przez innych konstruktorów z różnych stron świata.
(...)
Kilka słów o autorze książki, której fragmenty zamieściłem:
http://spotc.pzk.org.pl/sylwetki-sp/lis ... -1933-1985
Ja tylko chciałem zauważyć, że powoływanie się na wiedzę techniczną Wiktora SP5QU - autora niewątpliwie niezwykle płodnego jest zbliżone do dyskusji o literaturze na podstawie powieści Danielle Steel lub "50 twarzy Greya".
Kluczową zaletą książek SP5QU było to, że w ogóle były - w czasach gdy nie było nic. Zawierały sporą ilość błędów, przerysowywane z zachodnich publikacji schematy zawierały błędy a rozważania teoretyczne wykraczające poza tzw podstawy potrafiły być zaskakujące - z ukierunkowaniem znaczenia tego słowa na "nonsensowne". ;-)
Podsumowując - pomimo tego, że parę lat temu z ogromną przyjemnością odtworzyliśmy z kolegami kilka egzemplarzy telegraficznego homodynowego transceivera SP5QU i zrobiliśmy między sobą na nich trochę łączności, to powoływać się na autorytet naukowo techniczny SP5QY zdecydowanie nie należy.
Na popularyzatorski autorytet - oczywiście tak - wykonał w tym zakresie pracę ogromną i o niezwykłej wadze.

MAc
Oczywiście ma Kolega rację - Wiktor Chojnacki na pewno był lepszym popularyzatorem elektroniki niż samodzielnym konstruktorem urządzeń. Jednak mimo ewidentnych błędów, których w jego książkach nie brakowało, znajdowały się w nich również informacje bardzo cenne i jak najbardziej prawdziwe. Opisywał doświadczenia i konstrukcje innych krótkofalowców, które nowicjuszom, a nawet bardziej doświadczonym konstruktorom mogły być w tamtym czasie bardzo przydatne. Krótkofalowcy zwykle chętnie dzielili się wiedzą i doświadczeniem z innymi, więc pewne informacje z książek można było szybko weryfikować...
Innym popularyzatorem elektroniki i elektrotechniki z tego okresu był Janusz Wojciechowski, autor książek z serii "Nowoczesne zabawki" (książek również zawierających mnóstwo błędów i bardzo prymitywnych układzików), bez którego wielu moich kolegów nigdy nie zostałoby elektronikami. Dla mnie bardzo przykre jest to, że i ten popularyzator "majsterkowania" jest obecnie prawie wyłącznie krytykowany i wyszydzany, głownie przez "masowej produkcji" magistrów i inżynierów, osoby, które często do polskiej i światowej elektroniki nie wniosły absolutnie niczego... Mnie i moim znajomym największą przyjemność w dzieciństwie sprawiało właśnie znajdywanie błędów w cudzych konstrukcjach (również w wymienionych przeze mnie książkach), ich poprawianie i ulepszanie. W latach młodości ja i moi koledzy praktycznie niczego nie budowaliśmy ściśle wg zaprezentowanych przez innych koncepcji, a próbowaliśmy tworzyć własne rozwiązania i to właśnie moim zdaniem było bardziej rozwijające niż bezmyślne składanie czegoś, co zawsze po zmontowaniu od razu działało...
MAc pisze:
ndz, 14 kwietnia 2019, 01:31
PS - nie bardzo widzę sens porównywania japońskiej głowicy projektowanej do "powyżejśredniopółkowego" radia z syntezą PLL a jakąkolwiek w pełni analogową głowicą krajową - tym bardziej z tytułową Śnieżką.
Porównanie z tunerami tej firmy wydało mi się ciekawe. W głowicy tunera Sony ST-S370, którego od wielu lat używam w swojej pracowni, nie ma ani jednego trymera, cewki nie mają karkasów i ferrytowych rdzeni dostrojczych (jako powietrzne strojone były przez ściskanie lub rozciąganie; te cechy zdaniem jednego z Kolegów stanowiły główną przyczynę kiepskiej czułości polskich odbiorników), a producent podał dla tego odbiornika czułość na poziomie nie gorszym niż 0,9 μV (mono). Zmierzona przeze mnie czułość okazała się minimalnie gorsza (może przez lata cewki uległy rozstrojeniu - nie są niczym zaimpregnowane), bo wyniosła ok. 1,3 μV. Przy sygnale o takiej, a nawet dużo wyższej wartości (5 μV) amplituner Zodiak (po gruntownym remoncie i strojeniu w znanym renomowanym zakładzie, specjalizującym się w naprawach polskich sprzętów z okresu PRL-u) w ogóle nie reagował na podłączanie kabla z sygnałem do wejścia antenowego...

Pozdrawiam
Romek
α β Σ Φ Ω μ °C ± √ ² < ≤ ≥ > ^


MAc
20...24 posty
20...24 posty
Posty: 23
Rejestracja: wt, 21 czerwca 2016, 17:37

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: MAc » ndz, 14 kwietnia 2019, 23:29

Romekd pisze:
ndz, 14 kwietnia 2019, 21:36

Innym popularyzatorem elektroniki i elektrotechniki z tego okresu był Janusz Wojciechowski, autor książek z serii "Nowoczesne zabawki" (książek również zawierających mnóstwo błędów i bardzo prymitywnych układzików), bez którego wielu moich kolegów nigdy nie zostałoby elektronikami. Dla mnie bardzo przykre jest to, że i ten popularyzator "majsterkowania" jest obecnie prawie wyłącznie krytykowany i wyszydzany,
Mnie nie cieszyło wyszukiwanie błedów w schematach urządzeń, które po prostu powinny działać. Z drugiej strony (na szczęście) miałem pod nosem realnego elektronika mówiącego - "tego nie dotykaj, nie daj się nabrać na pozorną prostotę"... Znam wielu ludzi, którzy po prostu po nieudanych próbach z Wojciechowskim porzucili elektronikę. Co nie zmienia faktu, że cztery wydania gdzieś się pętają ;-), Alfa i Azor jeździły po pokoju a smród palonych nad gazem płytek selenowych pamiętam do dzisiaj. No i nie wolno zapominać, że propagował również radiomodelarstwo i bez niego nie byłoby "Sobowtóra Profesora Rawy"
Zauważ jednak, że to takie same powody - czy też taki sam kaliber - który każe nam kochać mieszacze samodrgające ;-) i odbiorniki refleksowe.
I ty i T.J macie swoje racje, ale zamiast szukać wspólnego mianownika to się spinacie.
Romekd pisze:
ndz, 14 kwietnia 2019, 21:36
W głowicy tunera Sony ST-S370, którego od wielu lat używam w swojej pracowni, nie ma ani jednego trymera, cewki nie mają karkasów i ferrytowych rdzeni dostrojczych (jako powietrzne strojone były przez ściskanie lub rozciąganie; te cechy zdaniem jednego z Kolegów stanowiły główną przyczynę kiepskiej czułości polskich odbiorników),
Tu się w pełni zgadzam. Nie ma trymerów - nie ma starzejącej się i pękającej ceramiki, nie ma zasiarczonego srebra, nie ma starzejących się rdzeni. W mojej opinii stabilnie wykonana cewka powietrzna (czy raczej "bez materiału magnetycznego" jest jednym z najlepszych rozwiązań. Również pod kątem stabilności w czasie.
Romekd pisze:
ndz, 14 kwietnia 2019, 21:36
a producent podał dla tego odbiornika czułość na poziomie nie gorszym niż 0,9 μV (mono). Zmierzona przeze mnie czułość okazała się minimalnie gorsza (może przez lata cewki uległy rozstrojeniu - nie są niczym zaimpregnowane), bo wyniosła ok. 1,3 μV. Przy sygnale o takiej, a nawet dużo wyższej wartości (5 μV) amplituner Zodiak (po gruntownym remoncie i strojeniu w znanym renomowanym zakładzie, specjalizującym się w naprawach polskich sprzętów z okresu PRL-u) w ogóle nie reagował na podłączanie kabla z sygnałem do wejścia antenowego...
To ten Zodiak był do d... zrobiony.
W czasach totalnej siermiężności i braku wszystkiego używałem głowicy z Amatora i głowicy z Zodiaka w odbiornikach FM na 145MHz. Oczywiście próba z Zodiakową była totalną porażką pod względem stabilności - ale na swoje usprawiedliwienie mam bliżej niesprecyzowane teorie z planowanym PLLem ;-)
Natomiast Amator radził sobie całkiem sensownie, po wpakowaniu w styropianowe pudełku pozwalał na słuchanie i trzymał się kanału - a był to czas odstępu 25kHz. pomiarów nie mam, ale czułość była porównywalna (w obu przypadkach) z FM306, czyli rzędu 1uV-1,5uV (przy S/n 20dB).
Któryś z kolegów przestroił też jakieś małe radio (samodrgające) na dwójkę - a pamiętajmy, że to dwa razy wyższa częstotliwość niż BC FM - i efekty nie były dramatycznie złe (oprócz dyskwalifikującej stabilności ;-) )

Kończąc martyrologię i wracając do odbiorników - ja się nie zetknąłem z sytuacją w której tzw "nasze" odbiorniki miały zdecydowanie gorszą czułość niż tzw "obce" pod warunkiem wykonania na tej samej grupie przeciętnych tranzystorów bipolarnych. A ty pokazujesz głowicę z czterema fetami i dwubramkowym mosfetem za który większość krótkofalowców była skłonna zabić.
40673 było marzeniem, snem w siermiężnych czasach BFów 504 czy 521 ;-)
I tak dobrze, że skubnęliśmy parę scalakow w tym tba120, tda1200 bo byśmy do końca mieli detektory na dwóch (germanowych) diodach

Moim zdaniem obaj macie sporo racji ;-)

MAc

Awatar użytkownika
Romekd
moderator
Posty: 4273
Rejestracja: pt, 11 kwietnia 2003, 23:47
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: Romekd » pn, 15 kwietnia 2019, 00:35

MAc pisze:
ndz, 14 kwietnia 2019, 23:29
Romekd pisze:
ndz, 14 kwietnia 2019, 21:36

Innym popularyzatorem elektroniki i elektrotechniki z tego okresu był Janusz Wojciechowski, autor książek z serii "Nowoczesne zabawki" (książek również zawierających mnóstwo błędów i bardzo prymitywnych układzików), bez którego wielu moich kolegów nigdy nie zostałoby elektronikami. Dla mnie bardzo przykre jest to, że i ten popularyzator "majsterkowania" jest obecnie prawie wyłącznie krytykowany i wyszydzany,
Mnie nie cieszyło wyszukiwanie błedów w schematach urządzeń, które po prostu powinny działać. Z drugiej strony (na szczęście) miałem pod nosem realnego elektronika mówiącego - "tego nie dotykaj, nie daj się nabrać na pozorną prostotę"... Znam wielu ludzi, którzy po prostu po nieudanych próbach z Wojciechowskim porzucili elektronikę. Co nie zmienia faktu, że cztery wydania gdzieś się pętają ;-), Alfa i Azor jeździły po pokoju a smród palonych nad gazem płytek selenowych pamiętam do dzisiaj. No i nie wolno zapominać, że propagował również radiomodelarstwo i bez niego nie byłoby "Sobowtóra Profesora Rawy"
Zauważ jednak, że to takie same powody - czy też taki sam kaliber - który każe nam kochać mieszacze samodrgające ;-) i odbiorniki refleksowe.
I ty i T.J macie swoje racje, ale zamiast szukać wspólnego mianownika to się spinacie.
W takim razie spróbuj wczuć się w sytuację i zrozumieć moje reakcje na wypowiedzi Tomka J.
Książka "Nowoczesne zabawki" J. Wojciechowskiego (wydanie z roku 1963) wpadła przypadkowo w moje ręce gdy miałem może z 6...7 lat. Nie miałem pod nosem "realnego elektronika mówiącego - "tego nie dotykaj, nie daj się nabrać na pozorną prostotę"..." Będąc dzieckiem i widząc na okładce uśmiechniętego i kroczącego robota, sterowanego jakimś lampowym układem, a w środku książki różnego typu "zdalne sterowania", układy pozwalające "przekazywać na odległość energię elektryczną", proste do wykonania radiostacje nadawczo-odbiorcze, wykrywacze metali, wykrywacze prawdy i kłamstw itp. układy... Czy Ty w takiej sytuacji, będąc na moim miejscu, nie zainteresowałbyś się elektroniką? Już dużo wcześniej moja wychowawczyni w przedszkolu chwaliła mnie mojej mamie, że naprawiłem biurku (przykręciłem odkręcone zawiasy ) i mam duże zdolności techniczne... Ta książka podziałała więc na mnie jak "woda na młyn". W szkole podstawowej, we wcześniejszych klasach, zacząłem naprawiać znajomym i nauczycielom odbiorniki radiowe i telewizory, prowadzić lekcje z fizyki, w zastępstwie schorowanej nauczycielki, prowadzić kółko chemiczne, fizyczne i filmowe (uruchomiłem stary projektor, znajdujący się w piwnicy naszej szkoły, nieczynny od ponad 10 lat), brać udział w olimpiadach szkolnych. W podstawówce uruchomiłem wiele z zamieszczonych w książce Wojciechowskiego układów. Jako dzieci lataliśmy koło bloku z radiem "Ałmaz", w którym grała puszczana z magnetofonu ZK-140 przez mój nadajnik fal średnich muzyka. Sprawdzaliśmy z kolegami jaki zasięg osiągają radiotelefony, wykonane na podstawie książki "Nowoczesne zabawki". Sprawdzaliśmy, czy "wykrywacz kłamstw", wykrywający minimalne zmiany oporności naskórka na dłoniach, naprawdę działa... Po kilkudziesięciu latach pojawia się na forach dyskusyjnych gość, twierdzący, że wszystko co zawierały książki tego autora było idiotyczne, bezwartościowe i nigdy nie miało prawa działać, a sam autor książki, to ignorant i hochsztapler... Jak byś zareagował?
Na początku szkoły średniej kupiłem za grosze rozpadający się magnetofon M-2405s, z którymi żadne serwisy w moim mieście nie potrafiły sobie poradzić. Wyremontowałem go i ulepszyłem, przez co stał się on przedmiotem zazdrości dla wielu moich kolegów ze szkoły. Nagrywałem na nim muzykę, może z kilkadziesiąt taśm na szpulach 18 cm (wszystkie te rzeczy kupowałem za samodzielnie zarabiane w tamtym czasie pieniądze). Będąc w technikum kupiłem jeszcze wzmacniacz WSH-205, którego również kilku "magików" i serwisy nie były w stanie skutecznie naprawić. Po naprawie nigdy się już więcej nie popsuł. Jednak początkowo nie dawał tak dobrego dźwięku jak końcówki "bida-komplementarne" (nieco przeze mnie ulepszone) mojego szpulowego magnetofonu. Musiałem go więc nieco "podrasować". Kilka tygodni temu zadzwoniłem do swojego dawnego przyjaciela, by zapytać go czy pamięta jak w młodości słuchaliśmy godzinami muzyki i czy pamięta jeszcze brzmienie mojego magnetofonu (ten kumpel po skończeniu technikum studiował matematykę na Uniwersytecie Jagielońskim i jest obecnie nauczycielem matematyki i dyrektorem szkoły). Powiedział mi, że doskonale pamięta brzmienie mojego magnetofonu z podłączonymi do niego kolumnami, bo było ono na tamte czasy zjawiskowe, najlepsze jakie miał okazje słyszeć, z niczym wtedy nieporównywalne...
Jednak człowiek, o którym wspomniałem wcześniej, że krytykował książkę Wojciechowskiego, w kilkudziesięciu miejscach, na kilku forach dyskusyjnych, na których jest zarejestrowany (chyba tylko poza form żeglarskim) nieprzerwanie twierdzi, że wzmacniacz w moim magnetofonie stanowił całkowitą porażkę "polskiej myśli technicznej", który nigdzie, poza szczekaczkami (przenośnymi megafonami), nie powinien być stosowany, a wszyscy, którzy myślą inaczej, to kompletni idioci, włącznie z moim kumplem, dyrektorem szkoły i pewnie też moim uczniem, który kilka tygodni temu obronił doktorat z elektroniki na Politechnice Śląskiej w Gliwicach...

Pozdrawiam serdecznie
Romek
α β Σ Φ Ω μ °C ± √ ² < ≤ ≥ > ^

MAc
20...24 posty
20...24 posty
Posty: 23
Rejestracja: wt, 21 czerwca 2016, 17:37

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: MAc » pn, 15 kwietnia 2019, 01:52

Romekd pisze:
pn, 15 kwietnia 2019, 00:35
[.....ciach...] Czy Ty w takiej sytuacji, będąc na moim miejscu, nie zainteresowałbyś się elektroniką?
;-) ależ ja właśnie to zrobiłem. I rozumiem miłość do Wojciechowskiego, chociaż za mistrza elektroniki nie poważam. Ale za to doprowadziłem kolejne wydania nowoczesnych zabawek do stanu "bezokładkowego". I się tego nie wstydzę.
Tyle, że mój radiotelefon z NowZabawek nie zadziałał ;-) może nie miałem tyle samozaparcia. Musiałem zrobić inny ;-)

Nie ośmielam się natomiast wchodzić w bijatykę na temat brzmienia M2405S i szczekaczkowej jakości uproszczonych wzmacniaczy, bo w owym czasie byłem na straconej pozycji posiadając M532SD, więc sam wiesz, że nie miałem co podchodzić do semi-profesjonalistów ze szpulą.
Rolę wzmacniacza pełnił we wstępnym okresie 2x TBA810 z samoróbkami na cudem zdobytych Tonsilach i takich śmiesznych GDW ze śrubką w środku...
Tyle, że mogę znaleźć co najmniej dwóch kolegów i trzy koleżanki twierdzące, że brzmienie powalało, zwalało z nóg, wręcz kładło ;-) Ostrzegam.

Umówmy się - nie mierzyliśmy w tamtym czasie prawie nic. Kolumny były jakie były. Istotne było, żeby dźwięk dobywający się z nich nie zabijał szumem i zniekształceniami. Jak zmieniłem wzmacniacz na 301S to było trochę głośniej, ale w zasadzie nikt nie odczuwał jakiejś strasznej różnicy...
Nie wiem czy Tomek J (haaaalo) dotykał Wojciechowskiego w okresie dziecięcej fascynacji elektroniką czy też wpadł mu w łapy w momencie jak na elektronice się znał. Bo to jest zasadnicza różnica. Jak ją zobaczył jako dojrzały elektronik, to musiał mieć sporo siły, żeby dotrzeć do końca ;-) .
Nie czarujmy się - Nowoczesne Zabawki - oraz niektóre rozwiązania techniczne - (w tym socjalistyczne uproszczenia) - broni z jednej strony nostalgia (a to wielka siła) a z drugiej samozaparcie pozwalające na indywidualne dobranie punktów pracy każdego elementu czy stopnia - ale to WYKLUCZA powtarzalność. A to ona - jakbyśmy tego nie chcieli - w ogromnym stopniu decyduje o ogólnej ocenie danego rozwiązania. (to z kolei daje Ci punkt przewagi w dyskusji o UKFie w Danie - może zadziałać w miarę dobrze, ale trzeba ją dopieścić samemu)

Pzdr
MAc

anodeon
15...19 postów
15...19 postów
Posty: 15
Rejestracja: wt, 2 sierpnia 2016, 12:28
Lokalizacja: Kraków

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: anodeon » pn, 15 kwietnia 2019, 10:04

Romekd pisze:
pn, 15 kwietnia 2019, 00:35
(...)
na Politechnice Gliwickiej...
(...)
Ten błąd jest nagminny...
Politechnice Śląskiej w Gliwicach, ludzie, Politechnice Śląskiej!
:evil: :evil: :evil: :evil:

Przepraszam, pracowałem tam n lat i krew mnie zalewa jak czytam takie rzeczy!

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3474
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: Tomek Janiszewski » pn, 15 kwietnia 2019, 10:07

MAc pisze:
pn, 15 kwietnia 2019, 01:52
[Nie ośmielam się natomiast wchodzić w bijatykę na temat brzmienia M2405S i szczekaczkowej jakości uproszczonych wzmacniaczy, bo w owym czasie byłem na straconej pozycji posiadając M532SD, więc sam wiesz, że nie miałem co podchodzić do semi-profesjonalistów ze szpulą.
Rolę wzmacniacza pełnił we wstępnym okresie 2x TBA810 z samoróbkami na cudem zdobytych Tonsilach i takich śmiesznych GDW ze śrubką w środku...
Tyle, że mogę znaleźć co najmniej dwóch kolegów i trzy koleżanki twierdzące, że brzmienie powalało, zwalało z nóg, wręcz kładło ;-) Ostrzegam.
Nie może być, okazałeś się takim samym szczęściarzem jak ja i trafiłeś na dobre egzemplarze tego kościa o którym powszechnie wiadomo że jest marny:
viewtopic.php?f=48&t=35189&start=105#p357264
:D
Nie wiem czy Tomek J (haaaalo) dotykał Wojciechowskiego w okresie dziecięcej fascynacji elektroniką czy też wpadł mu w łapy w momencie jak na elektronice się znał. Bo to jest zasadnicza różnica. Jak ją zobaczył jako dojrzały elektronik, to musiał mieć sporo siły, żeby dotrzeć do końca ;-) .
Nie znałem się praktycznie wcale, z tym że w moim wypadku nie były to "Nowoczesne zabawki" lecz "Budowa i pilotaż radiomodeli". Ale skutek był podobny. Przekaźnik MT6 w jednokanałowym odbiorniku ku mojej radości kłapał kotwicą na odległość stu metrów z okładem póki BC211 w impulsatorze nadajnika nie sfajczyły się w następstwie przebicia złącz baza-emiter i upalenia złotych drucików doprowadzających prąd do struktury (daleko nie zawsze podręcznikowy multiwibrator który zdawał egzamin przy zastosowaniu Tegespięćdziesiątek błyskających żarówką od latarki zasilaną z bateryjki płaskiej wytrzyma napięcie zasilania 12V przy zastosowaniu tranzystorów krzemowych jak to wyobrażał sobie Wojciechowski), ciemniał obraz w telewizorze zakłócanym nadajnikiem pracującym na częstotliwości tak naprawdę niewiadomo jakiej (kwarc 27,12MHz włączony został przez autora schematu tak pomysłowo że pełnił w tym nadajniku że pełnił rolę li tylko kondensatora :lol: ) aż w końcu rzuciłem w diabły próbę zabawy w radiomodelarstwo i zająłem się nieco prostszymi układami. Też z niewiele lepszym skutkiem, póki źródłem dalszych ispiracji była "Elektronika dla wszystkich". Już więcej pożytecznych rzeczy nauczyłem się z działu "Na warsztacie" Młodego Technika oraz RiK. Z czasem, gdy kolejno udawało mi się uruchomić a to wzmacniacz przeciwsobny nadający się do praktycznego wykorzystania w przeciwieństwie do tego czegoś nazwanego przez autora Mini-Maxem, a to odbiornik superheterodynowy na fale średnie, a to odbiornik również superheterodynowy ale już na UKF, a to wreszcie dekoder stereo na tranzystorach krzemowych i diodach germanowych - wspominałem z zażenowaniem przestrogi JW że do zbudowania takich układów niezbędny jest kosztowne, znakomicie wyposażone laboratorium pomiarowe. I nie miałem wątpliwości jak zrecenzowałbym tamte wypociny gdybym już wtedy był dojrzałym elektronikiem. Może tej martyrologii wystarczy.
Nie czarujmy się - Nowoczesne Zabawki - oraz niektóre rozwiązania techniczne - (w tym socjalistyczne uproszczenia) - broni z jednej strony nostalgia (a to wielka siła) a z drugiej samozaparcie pozwalające na indywidualne dobranie punktów pracy każdego elementu czy stopnia - ale to WYKLUCZA powtarzalność. A to ona - jakbyśmy tego nie chcieli - w ogromnym stopniu decyduje o ogólnej ocenie danego rozwiązania.
Tam nawet nie brak powtarzalności był problemem. Takie układy jak wspomniany Mini-Max, czy też cała seria wytworów wzmacniaczopodobnych na czele ze sławetnym wzmacniaczem wycieczkowym z Nowoczesnych zabawek gdzie głośnik był katowany składową stałą w ogóle nie powinny ujrzeć światła dziennego, względnie pozostać w stadium prostego radyjka bezpośredniego wzmocnienia ze słuchawką elektromagnetyczną od telefonu.
(to z kolei daje Ci punkt przewagi w dyskusji o UKFie w Danie - może zadziałać w miarę dobrze, ale trzeba ją dopieścić samemu)
Prawie nie rozstaję się od jakiegoś czasu z Daną rozebraną na czynniki pierwsze a następnie złożoną od nowa, na samodzielnie zaprojektowanej i wykonanej płytce drukowanej (w innym temacie przy okazji prezentowałem zdjęcie gołej płytki wykonanej dla kolejnego egzemplarza, bo mam jeszcze parę starych Dan MOT-728 z foliowym kondensatorem obrotowym DUCATI). Zaingerowałem przy tym w jej schemat dość poważnie, z poszanowaniem jednak dla epoki w jakiej powstała. I tak zwolniłem samodrgający mieszacz AM z funkcji wzmacniacza p.cz. FM, w zamian za to dołożyłem trzeci stopień p.cz. tylko dla FM na końcu toru. Przybył zatem dodatkowy BF214 ale radykalnie uprościły się połączenia wokół przełącznika zakresów, który nie przełącza już sygnału w torze p.cz. a jedynie wyjścia detektorów AM/FM, polaryzację baz w samodrgającym mieszaczu AM i głowicy UKF, no i oczywiście zakresy AM. Tor p.cz. FM zyskał dodatkowy obwód p.cz. na wyjściu głowicy (tak więc jest tam obecnie filtr dwuobwodowy, a wszystkich obwodów p.cz. FM jest 6 a nie 5 jak w oryginale) natomiast zakres fal długich - dodatkową cewkę oscylatora, włączaną w szereg z obwodem zasadniczym, czynnym zarówno na falach średnich jak i długich (jak w Szarotce) dzięki czemu uzyskuje się pokrycie pełnego pasma 150-285kHz a nie obciętego od dołu do 165kHz jak w Kolibrze i Danie. I jakby tego wszystkiego mało było - z odbiornika wyleciał... UL1490, zastąpiony - a jakżeby inaczej! - przez tranzystorowy, pełnokomplementarny wzmacniacz oparty na tym oto uniwersalnym schemacie:
viewtopic.php?f=48&t=28340&hilit=bc177&start=45#p296852
W pierwszym egzemplarzu zastosowałem parę komplementarną BC211/313, w drugim zaś - nabyte u Pana z Zapałkami na Wolumenie acetki AC141/AC142. Zrobiłem to nie tylko z sentymentu, także w obliczu faktu że seria UL1490-98 przestaje pracować już przy niewielkim spadku napięcia zasilającego poniżej 6V (a więc przy lekko nawet wyczerpanych bateriach, objawia się to przeraźliwym rykiem), UL1482 zaś został zdecydowanie przedobrzony, pracuje wprawdzie już przy 3V ale przy obciążeniu 8 omów cechuje się wysokimi stratami napięcia. Gdyby jedną z diod polaryzujących końcówkę mocy przeniesiono spomiędzy baz pary komplementarnej w emiter tranzystora pnp (analogicznie jak to zrobiono w UL1481) to wprawdzie minimalne napięcie zasilania wzrosłoby do 4V, ale straty napięcia na stopniu końcowym wydatnie zmalały. Oczywiście nie trzeba dodawać że klasyczny, rzekomo "prymitywny" układ dwutranzystorowej głowicy ze stopniem w.cz. w układzie WB i mieszaczem samodrgającym został zachowany, ale zamiast BF215 zastosowałem w niej BF182 i BF183. I działa jak należy (ostatnio np. odbierałem Radom podczas wycieczki do Strzyżyny, nie było też problemu z odbiorem warszawskich nadajników w Śródborowie). Musiałem tylko przezwyciężyć problem wzbudzania się stopnia wejściowego, które ostatecznie ustąpiło po niewielkiej modyfikacji sposobu umasienia bazy oraz obwodu antenowego.

Pozdrawiam
"masowej produkcji" magister i inżynier
Tomek Janiszewski

Ps. Teraz już wiem dlaczego odnosiłem wrażenie jakby znowu koń kopał mnie w kostki... :twisted: Ciekawe na ilu jeszcze forach to robi, poza żeglarskim :P
Ostatnio zmieniony pn, 15 kwietnia 2019, 15:46 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 4 razy.

Awatar użytkownika
Romekd
moderator
Posty: 4273
Rejestracja: pt, 11 kwietnia 2003, 23:47
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: Romekd » pn, 15 kwietnia 2019, 10:32

anodeon pisze:
pn, 15 kwietnia 2019, 10:04
Romekd pisze:
pn, 15 kwietnia 2019, 00:35
(...)
na Politechnice Gliwickiej...
(...)
Ten błąd jest nagminny...
Politechnice Śląskiej w Gliwicach, ludzie, Politechnice Śląskiej!
:evil: :evil: :evil: :evil:

Przepraszam, pracowałem tam n lat i krew mnie zalewa jak czytam takie rzeczy!
Wiem o tym. Jednak w Katowicach również znajduje się Wydział Politechniki Śląskiej, gdzie mój wujek Witek, jako pracownik naukowy (doktor chemii) przepracował wiele lat. Filie politechniki Śląskiej są też w Zabrzu i Dąbrowie Górniczej, więc dla rozróżnienia użyłem określenia "Gliwickiej"(mogłem napisać z małej litery, w domyśle politechnice gliwickiej, czyli w Gliwicach), sądząc, że chyba każdy wie, że chodzi o Politechnikę Śląską w Gliwicach... Przepraszam, w przyszłości postaram się być bardziej precyzyjny :oops:

Pozdrawiam
Romek
α β Σ Φ Ω μ °C ± √ ² < ≤ ≥ > ^

MAc
20...24 posty
20...24 posty
Posty: 23
Rejestracja: wt, 21 czerwca 2016, 17:37

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: MAc » pn, 15 kwietnia 2019, 10:51

Tomek Janiszewski pisze:
pn, 15 kwietnia 2019, 10:07

Prawie nie rozstaję się od jakiegoś czasu z Daną rozebraną na czynniki pierwsze a następnie złożoną od nowa, na samodzielnie zaprojektowanej i wykonanej płytce drukowanej[...]Zaingerowałem [...] zwolniłem [...] Przybył zatem dodatkowy[...] uprościły się połączenia[...] itd...
Mówiąc w skrócie wykonałeś nowy, poprawny projekt odbiornika - a jeszcze dokładniej - wykonałeś za konstruktorów najtrudniejszy etap projektowania - optymalizację rozwiązania. Bo nie jest problemem narysować schemat, który będzie działał "jakoś" albo nawet w miarę dobrze. Najwięcej czasu zajmuje - i wymaga najwięcej wiedzy - dopracowanie go w celu maksymalizacji parametrów.
A skoro ty wykonałeś - to znaczy, że oni nie. ;-) i jakby nie kombinować to mały punkcik dla Romkad tu jest...
ALE... trzeba też pamiętać, że konstruktorzy nie mieli wyjścia i mieszacz AM musiał być wzmacniaczem FM, bo wymagało tego połączenie gospodarki niedoboru z batem księgowego.

MAc

Zdecydowanie Politechnika Śląska w Gliwicach - mająca zresztą z radiem sporo wspólnego... Takie historyczne trzy elementy Yagi na dachu akademika...
Obrazek

Awatar użytkownika
Romekd
moderator
Posty: 4273
Rejestracja: pt, 11 kwietnia 2003, 23:47
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: Romekd » pn, 15 kwietnia 2019, 11:02

Witam
Tomek Janiszewski pisze:
pn, 15 kwietnia 2019, 10:07
Pozdrawiam
"masowej produkcji" magister i inżynier
Tomek Janiszewski

Ps. Teraz już wiem dlaczego odnosiłem wrażenie jakby znowu koń kopał mnie w kostki... :twisted: Ciekawe na ilu jeszcze forach to robi, poza żeglarskim :P
No popatrz, od razu wiesz o kogo chodzi... Jak to mówią uderz w stół... A pamiętasz tę swoją niedawną wypowiedź?
Tomek Janiszewski pisze:
ndz, 31 marca 2019, 21:19

Gdy oprócz technicznego angielskiego zna się jeszcze podstawy teorii obwodów (można ich nie znać jak się ukończyło tylko technikum, nawet gdy ma się firmę bogato wyposażoną w sprzęt pomiarowy) to na pierwszy rzut oka powinno być oczywiste że te wykresy potraktowane łącznie są urwane z Księżyca.
Znasz takie przysłowie "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe". Ja w Twoich wypowiedziach przeczytałem mnóstwo "uprzejmości" pod moim adresem, więc po dłuższym namyśle postanowiłem stosować się do zasady przedstawionej na poniższym rysunku:
słuszna zasada.png
Mimo tego pozdrawiam, bo wcale Ci źle nie życzę, choć dyskutować już z Tobą nie zamierzam...
Romek
α β Σ Φ Ω μ °C ± √ ² < ≤ ≥ > ^

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3474
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: Tomek Janiszewski » pn, 15 kwietnia 2019, 11:12

Oryginalna Dana też nie była zła, i dobrze dawała sobie radę np. na Mazurach gdyż zawsze zabierałem ją na jacht. Mam działający, osobiście przestrojony egzemplarz MOT-728-2 (z kondensatorem powietrznym na masywnym aluminiowym odlewie, który jednak do odbiornika przenośnego pasuje jak pięść do nosa). Zapewne księgowy krzywo patrzyłby na dołożenie dodatkowego tranzystora celem uproszczenia przełącznika zakresów, jednak prawdopodobne jest również i to, że Polska Myśl Techniczna nie potrafiła się wyrwać poza wzorzec nakreślony przez odbiorniki lampowe, gdzie ECH81 również była wykorzystywana do wzmacniania p.cz. FM. Struktura wykonana przeze mnie (z mieszaczem AM nieczynnym przy odbiorze UKF) była w tamtych czasach znana w odbiornikach zachodnich i japońskich, do nas dotarła dopiero wraz z UL1211 który niepodzielnie zawładnął segment odbiorników przenośnych (i nie tylko, przykładem tytułowa Śnieżka) na kolejnych kilkanaście lat.

MAc
20...24 posty
20...24 posty
Posty: 23
Rejestracja: wt, 21 czerwca 2016, 17:37

Re: Śnieżka R-206 słaba czułość UKF

Post autor: MAc » pn, 15 kwietnia 2019, 11:24

Romekd pisze:
pn, 15 kwietnia 2019, 11:02
Ja w Twoich wypowiedziach przeczytałem mnóstwo "uprzejmości" pod moim adresem, więc po dłuższym namyśle postanowiłem stosować się do zasady przedstawionej...
Mnie się wydaje, że wyście po prostu nie byli nigdy na piwie ;-) Z doświadczenia wiem, że to niezwykle zmienia punkt widzenia na współrozmówcę ;-)

Pozdrawiam
MAc

ODPOWIEDZ